
Wzrost autocenzury
Na wielu wykładach profesorowie przyznają, że „chodzą po linie”, omawiając drażliwe tematy.
Christopher Kutz, profesor prawa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, mówi, że często musi starannie rozważać, czy uwzględnić tematy, które są ściśle związane z programem kursu, ale znajdują się w kategorii „tematów niezatwierdzonych” przez rząd, np. prawa osób transseksualnych, imigracja czy dyskryminacja afirmatywna.
Celem tej autocenzury nie jest tylko ochrona samej siebie, ale również ochrona studentów posiadających wizy w USA. Celem autocenzury jest zapobieganie nagrywaniu ich wypowiedzi i wykorzystywaniu ich jako dowodu przeciwko nim.
Na Uniwersytecie Nevady profesor antropologii Marin Pilloud czuł się zobowiązany do przedstawiania w swoich wykładach poglądów niepopartych dowodami naukowymi , jak na przykład kontrowersyjnych wytycznych dotyczących szczepień wydanych przez Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC), tylko po to, by pokazać, że naucza „wielowymiarowo”, co czyniło dyskusje akademickie mniej angażującymi.
Złamane zaufanie i strach przed deportacją.
Środowisko akademickie, niegdyś oparte na otwartości i zaufaniu, stopniowo ustępuje miejsca podejrzliwości. Wielu wykładowców obawia się, że studenci ich potajemnie nagrają lub doniosą władzom.
W przypadku instruktorów, którzy są stałymi rezydentami lub obywatelami naturalizowanymi, presja ta jest jeszcze większa ze względu na ryzyko deportacji z powodu oświadczeń, które „nie podobają się” urzędnikom federalnym.
Kylie Smith, była profesor Uniwersytetu Emory, przyznała, że nie potrafiła zachować szczerości wobec studentów, jednocześnie stale dbając o to, by jej słowa nie stały się „bronią”. Postanowiła opuścić Stany Zjednoczone i osiedlić się w Australii, ponieważ uważała, że konieczność zmiany języka, by zadowolić administratorów, jest formą „faszystowskiej uległości”.
Kryzys finansowania i przyszłość badań.

Rząd federalny USA bezpośrednio przeznaczył środki na badania związane z inicjatywami DEI (różnorodność, równość i integracja), zmianami klimatu i prawem do aborcji.
Amander Clark, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA), czołowej publicznej uczelni badawczej w Stanach Zjednoczonych, przyznał, że musiał przepisać wnioski o dotacje, aby usunąć z nich wszelkie zapisy, które mogłyby zagrozić jego finansowaniu.
Niestabilność budżetowa była tak poważna, że na prestiżowych uniwersytetach, takich jak Harvard i Michigan State, programy studiów podyplomowych musiały zostać zawieszone lub ograniczone.
Eksperci ostrzegają, że będzie to miało „długofalowe konsekwencje” dla młodszego pokolenia naukowców, którzy nie będą mieli dostępu do danych zgromadzonych przez doświadczonych profesorów i będą całkowicie zależni od nowych funduszy, aby rozpocząć swoją karierę.
Perspektywa wspierająca zmianę.
Mimo tych obaw część członków wydziału z zadowoleniem przyjmuje wysiłki rządu mające na celu przeciwstawienie się inicjatywom DEI i tożsamości kulturowej.
Jessica Trisko Darden, adiunkt na Virginia Commonwealth University, twierdzi, że zmniejszenie presji związanej z używaniem specjalistycznej terminologii pomogło studentom uwolnić się od sztywnych schematów myślenia i omawiać problemy światowe w sposób bardziej złożony i wieloaspektowy.
Biały Dom twierdzi, że kampanie te są konieczne, aby rozprawić się z nietolerancją i odbudować zaufanie publiczne do systemu akademickiego, który zdaniem konserwatystów jest wadliwy.
Jednak dla wielu innych ta sztywność to nic więcej niż próba narzucenia ideologii i stłumienia wolności myśli.
Source: https://baotintuc.vn/giao-duc/noi-lo-mat-tu-do-hoc-thuat-tai-my-20260317082450405.htm











Komentarz (0)