Po odejściu Harry'ego Kane'a wielu martwiło się o przyszłość drużyny Ange Postecoglou. Jednak, co zaskakujące, transfer angielskiego napastnika do Bayernu Monachium otworzył przed Sonem Heung-minem drzwi do nowej ery sukcesów. Nosząc opaskę kapitańską, południowokoreański gwiazdor prowadził kibiców Tottenhamu od jednej niespodzianki do drugiej, przynosząc ogromną dumę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy azjatycki piłkarz zbliżył się tak bardzo do europejskiego poziomu. Tottenham wzniósł się pod skrzydłami Sona i Jamesa Maddisona. Podczas gdy ten duet wzniósł się na wyżyny dzięki swoim dynamicznym zrywom, nazwiska niegdyś uważane za gwiazdy, takie jak Richarlison, Giovani Lo Celso i Eric Dier, były jedynie odosobnionymi, stonowanymi akcentami w białych koszulkach północnego Londynu.
Tottenham odzyskał pozycję lidera, ale wciąż będzie odczuwał presję. Siła Manchesteru City pozostaje niezmienna, solidna i niezachwiana niczym angielska ikona. Pod wodzą Pepa Guardioli City nie ma już żadnych ważnych trofeów do zdobycia. Jednak ich doświadczenie, głód zwycięstwa, a zwłaszcza niesamowita głębia składu, to wciąż coś, czego niewiele drużyn może dorównać, nie tylko w Anglii, ale i w Europie. Dwie porażki z Wolves i Arsenalem zdają się potwierdzać ich taktykę. Ale nie tracą zapału! Nadal są mistrzami, z przewagą mniejszą niż jedno zwycięstwo nad Tottenhamem.
Za nimi najciekawszą twarzą będzie Arsenal. Remis 2:2 z Chelsea, po dwubramkowej stracie, pokazał, że Kanonierzy wyostrzyli swoją odporność po rozczarowującym drugim miejscu. Teraz, podobnie jak w przypadku taktyki „draftingu” w kolarstwie, Kanonierzy i Tottenham to jedyne dwie drużyny, które wciąż nie przegrały. Co więcej, unikalna taktyka Mikela Artety i wysokiej jakości wzmocnienia sprawiły, że Rossoneri stanowią poważną przeszkodę dla każdego przeciwnika. Manchester City i Manchester United ugięły się pod okiem londyńskiego klubu. Z zaledwie dwupunktową przewagą nad liderem, Arsenal będzie musiał stawić czoła mniejszej presji w kluczowym okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku.
Ostatecznie tegoroczny sezon Premier League nie jest typowym starciem trzech drużyn, prawda? Na czwartym miejscu, z 20 punktami, Liverpool traci do Tottenhamu zaledwie trzy punkty, a różnica bramkowa wynosi zaledwie jedną bramkę. „You'll never walk alone”, ponadczasowy hymn Anfield, zawsze przypomina ludziom, że w słowniku The Kop nigdy nie ma słowa „poddaj się”. Zespół Kloppa miał słaby początek, ale pamiętajmy, że jak dotąd przegrali tylko jeden mecz.
Które drużyny zbliżają się do Liverbirds? To dwa niezwykle interesujące i zaskakujące nazwiska, biorąc pod uwagę ich siłę i klasę: Aston Villa i Newcastle. Uważa się, że te dwie drużyny są gotowe przerwać i tak już chaotyczną walkę o pierwszą czwórkę w Anglii. Dalsza droga niewątpliwie przyniesie wiele zmian na pozycji lidera, a także nieprzewidywalne wydarzenia w wyścigu o Srebrny Puchar najważniejszych europejskich rozgrywek.
Link źródłowy






Komentarz (0)