Były momenty, kiedy wydawało się, że Real Madryt zmierza w złym kierunku. Styczeń zakończył się dla nich dwoma kolejnymi ciosami: przegraną z Barceloną w finale Superpucharu Hiszpanii 11 stycznia, a następnie eliminacją z Pucharu Króla przez Albacete zaledwie trzy dni później.
Zespół stracił dwa tytuły w ciągu czterech dni, więc zrozumiałe jest oburzenie kibiców Realu Madryt, którzy wybuchali buczeniem i okrzykami. W mediach społecznościowych większość opinii sugeruje, że „Los Blancos” pilnie potrzebują wzmocnienia składu w styczniowym oknie transferowym.
![]() |
Real Madryt nie pozyskał nikogo w styczniowym oknie transferowym; zamiast tego pozwolił Endrickowi przejść do Lyonu. Zdjęcie: Reuters. |
Cisza siły
W tym kontekście Real Madryt pozostawał „zamknięty” przez całe zimowe okno transferowe. Żadnych nowych transferów ani prób ograniczania strat. Stanowisko klubu było jasne: skład był wystarczająco dobry; problem leżał w kontuzjach.
Co więcej, Real Madryt uważał, że jego skład jest już wystarczająco głęboki. Zamiast kupować nowych zawodników, jedynym transferem był Endrick, który został wypożyczony do Lyonu. Fran Garcia był bliski dołączenia do Bournemouth, ale Real Madryt odmówił, chcąc go sprzedać od razu, podczas gdy klub Premier League chciał go wypożyczyć tylko do końca sezonu.
Realowi pozostało jedynie czekać. Gdy kluczowi zawodnicy wrócą, drużyna będzie równie silna jak wcześniej. Klub nie musi tracić czasu na kompletowanie składu z nowymi nabytkami, które nie gwarantują natychmiastowych rezultatów. Z wyjątkiem wyjątkowych transakcji, takich jak ta z Brahimem w 2019 roku.
Rzeczywistość w tamtym czasie nie była uspokajająca dla kibiców Realu Madryt, zwłaszcza biorąc pod uwagę kontuzje w obronie. Trenerzy, od Xabiego Alonso po Álvaro Arbeloę, musieli co tydzień uzupełniać skład. W niektórych meczach Real rotacyjnie ustawiał Valverde, Tchouameni i Camavingę na pozycji obrońców, ponieważ nie było innych opcji.
Porażka w Lizbonie w ostatniej kolejce eliminacji Ligi Mistrzów tylko spotęgowała ponurą atmosferę. Zamiast potrzebować remisu, by awansować do czołowej ósemki, przegrali po historycznej bramce straconej w 98. minucie przez bramkarza Trubina.
![]() |
Real zagrał dobrze w rewanżu z Benficą w Lizbonie. Zdjęcie: Reuters. |
Wiatr zaczął zmieniać kierunek.
Ale to na Mestalla losy meczu zaczęły się zmieniać. Pomimo wciąż niedoboru zawodników, Real odniósł ciężko wywalczone zwycięstwo nad Valencią. Arbeloa dał szansę Davidowi Jimenezowi, a reszta drużyny stopniowo wróciła na swoje pozycje. Rudiger i Trent Alexander-Arnold powrócili na boisko, co oznaczało, że defensywa zaczęła się stabilizować.
W kolejnym meczu z Real Sociedad Arbeloa po raz pierwszy wystawił czystą czwórkę obrońców: Trenta, Deana Huijsena, Antonio Rudigera i Álvaro Carrerasa. Pomoc pozostała niezmieniona z Tchouamenim, Valverde, Camavingą i Gulerem. Gdy skład przestał być prowizoryczny, rytm królewskiej drużyny stał się bardziej spójny.
Wracając do Lizbony na pierwszy mecz barażowy Ligi Mistrzów 18 lutego, z tym samym przeciwnikiem, który trzy tygodnie wcześniej sprawił im tyle kłopotów, Real Madryt pokazał się z zupełnie innej strony.
Nie było już paniki ani chaosu. Drużyna kontrolowała grę i stworzyła wystarczająco dużo okazji, by zapewnić sobie przewagę przed rewanżem u siebie. Incydent po golu Viniciusa i oskarżenia pod adresem Prestianniego zakłóciły mecz, ale Real i tak opuścił boisko z wyraźną przewagą dzięki niezbędnemu wzmocnieniu składu.
Tymczasem Real Madryt wspiął się na szczyt La Liga po zwycięstwie nad Sociedad i porażce Barcelony w meczu z Gironą. I w zaledwie cztery dni, w tym samym okresie, który pogrążył ich w połowie stycznia, tym razem drużyna całkowicie odwróciła losy spotkania.
Wszystko to wydarzyło się bez ani jednego nowego transferu w styczniowym oknie transferowym. Współczesna piłka nożna często nie pozostawia czasu na cierpliwość. Każda porażka zazwyczaj wywołuje presję zakupową. Każdy kryzys wymaga poważnych i natychmiastowych zmian.
Real Madryt wybrał inną drogę; był gotowy przetrwać kilka burzliwych tygodni, aby zachować długoterminową stabilność.
Powrót kluczowych zawodników nie tylko poprawia jakość gry, ale także pozwala Arbeloi ustawiać ich na ich naturalnych pozycjach: Valverde nie musi grać w obronie, a Camavinga nie jest zmuszony do cofania się. Kiedy gwiazdy wracają na swoje preferowane pozycje, łatwo zrozumieć, dlaczego skuteczność zespołu się poprawia.
Sezon może być długi. Przed nami mogą pojawić się nowe wyzwania. Ale patrząc na obecną tabelę ligową, pytanie nie brzmi już: „Dlaczego Real Madryt nikogo nie pozyskał?”. Być może, po raz kolejny, Real Madryt miał rację.
Źródło: https://znews.vn/real-madrid-da-dung-khi-ngu-dong-post1629206.html









Komentarz (0)