Pani Nguyen Thi Thao obecnie leczy się w Szpitalu Centralnym w Hue – Zdjęcie: Dostarczone
Słuchając nauczycielki opowiadającej historię dwójki swoich dzieci, pani Nguyen Thi Thao (urodzona w 1991 roku), mieszkanka wioski Hoi Dien w gminie Hai Phong, nie mogła powstrzymać łez. Jako matka, obwiniała się za to, że od najmłodszych lat przysparzała dzieciom niepokoju i trudności. Wcześniej, gdy szczęście jej rodziny legło w gruzach, pani Thao powtarzała sobie, że musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby to naprawić. Po długim namyśle postanowiła wrócić do domu, do rodziców.
Zdając sobie sprawę, że nie może polegać na rolnictwie, aby zapewnić byt swoim dzieciom, pani Thao zmagała się z każdym możliwym problemem. Przez pewien czas musiała pracować jako robotnica w fabryce na Południu. Później okoliczności zmusiły panią Thao do podjęcia ważnej decyzji życiowej: namówiła rodziców do pożyczenia pieniędzy, aby mogła wyjechać do pracy do Japonii. Za granicą pracowała niestrudzenie, zdeterminowana, aby spłacić część długów rodziny i odesłać pieniądze na edukację dzieci. W trudnej sytuacji, gdy jej ojciec nagle zmarł, nie mogła wrócić do domu, aby zapalić dla niego nawet świecę.
Po około pięciu miesiącach pobytu w Japonii stan zdrowia pani Thao znacznie się pogorszył. Widząc, że nie jest już w stanie sprostać wymaganiom zawodowym, kierownictwo firmy pozwoliło jej wrócić do domu na badania i leczenie. Początkowo lekarze stwierdzili jedynie wole i przepisali leki. Jednak po miesiącu leczenia stan pani Thao nie poprawił się, a wręcz przeciwnie – pogorszył.
Pani Thao często odczuwała duszność, zawroty głowy i zmęczenie. Po przyjęciu do Szpitala Centralnego w Hue lekarze zdiagnozowali u niej guza płuc i kilka innych chorób. Guz płuc wymagał natychmiastowego leczenia. Niestety, pomimo operacji, guz złośliwy nadal się rozrastał. W rezultacie musiała poddać się bolesnej i kosztownej radioterapii.
Odkąd Thao dowiedziała się o swojej poważnej chorobie, jest niemal całkowicie zdruzgotana. Nie wie, co przyniesie przyszłość jej rodzinie. Kwota, którą pożyczyła na pracę za granicą, jest dość duża i jak dotąd nie udało jej się spłacić większości.
Tymczasem koszty podróży, leków i leczenia rosną. Gdyby nie myślała o swojej starszej matce i dwójce małych dzieci, Thao prawdopodobnie nie miałaby już woli życia.
„Teraz moja rodzina naprawdę znalazła się w ślepej uliczce. Za każdym razem, gdy myślę o prośbie mojego dziecka o pomoc, uspokajam się i powtarzam sobie, żeby się nie poddawać. Mam nadzieję, że ludzie o dobrym sercu mnie wesprą i pomogą mi dojść do siebie, żebym mogła wrócić do mojej starszej matki i małego dziecka” – powiedziała Thao, szlochając.
Tay Long
Wszystkie darowizny dla rodziny pani Nguyen Thi Thao należy przesyłać na adres gazety Quang Tri , 311 Hung Vuong Street, Dong Ha City (tel.: 0919001317) lub przelewać na konto: Quang Tri Newspaper, numer konta: 0771000000456 w Vietnam Foreign Trade Joint Stock Commercial Bank - oddział Quang Tri, lub wysyłać bezpośrednio do rodziny na adres: pani Nguyen Thi Thao, Hoi Dien Hamlet, gmina Hai Phong, prowincja Quang Tri.
Źródło: https://baoquangtri.vn/thap-thom-noi-lo-mo-coi-193361.htm






Komentarz (0)