Micky Van de Ven był jednym z najbardziej konsekwentnych i niezawodnych obrońców Tottenhamu w tym sezonie. Jednak podczas wyjazdowego meczu z Newcastle w zeszły weekend zaliczył najgorszy występ w całym sezonie. Kultowy obraz pojawił się dwukrotnie w ciągu zaledwie 90 sekund: Van de Ven rozciągnięty na ziemi, z szeroko otwartymi z rozpaczy oczami, obserwując, jak jego przeciwnicy – najpierw Alexander Isak, a potem Anthony Gordon – strzelają gole. Van de Ven, podobnie jak reszta defensywy Tottenhamu, nie nadążał za szybkością napastników Newcastle. Wynik końcowy: Newcastle wygrało 4:0.
Obrońca Micky van de Ven wyglądał na przygnębionego po ciężkiej porażce Tottenhamu z Newcastle.
Według chłodnych standardów statystycznych, Van de Ven nie popełnił żadnych błędów indywidualnych. Jednak obraz holenderskiego środkowego obrońcy, który tak łatwo upada, pokazuje, że atakowanie bezpośrednio przez środek defensywy Tottenhamu to łatwe zadanie dla formacji ofensywnych wysokiej klasy (pamiętajmy: w zeszły weekend rywalami byli tylko Isak i Gordon z Newcastle). Z drugiej strony, obaj boczni obrońcy Tottenhamu popełnili błędy indywidualne, które bezpośrednio doprowadziły do utraty bramki. Bardziej niepokojące dla Tottenhamu jest to, że jest to w rzeczywistości uporczywa słabość stylu gry „Angeball”, którą wielu eufemistycznie wyniosło do rangi filozofii. Jakkolwiek piękny i skuteczny jest atak Tottenhamu przeciwko słabszym przeciwnikom, ich obrona jest równie słaba przeciwko silniejszym. Gdy obie strony są wyrównane (nie wspominając o tym, że przeciwnik jest nieco lepszy) i obie wychodzą na boisko z celem zdobycia trzech punktów, obrona Tottenhamu będzie miała trudności z utrzymaniem się na boisku.
W pozostałych sześciu kolejkach Tottenham musi zmierzyć się z Arsenalem, Chelsea, Liverpoolem i Manchesterem City... Wszyscy trzej kandydaci do tytułu są na liście! Menedżer Manchesteru City, Pep Guardiola, powiedział niedawno, że Tottenham może być drużyną, która w tym sezonie zdecyduje o tytule Premier League. Teraz powinno być odwrotnie: trzej kandydaci do tytułu zadecydują o tym, czy Tottenham zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów! Istnieje duże ryzyko, że „Dzień Świętego Totteringhama” nadejdzie już wkrótce. To „święto”, które kibice Arsenalu wymyślili, aby wyśmiać swoich odwiecznych rywali w derbach północnego Londynu: dzień, w którym Arsenal z pewnością znajdzie się wyżej od Tottenhamu w tabeli ligowej, niezależnie od wyników wszystkich pozostałych meczów.
Niecały tydzień temu wydawało się, że Tottenham zapewnił sobie miejsce w Lidze Mistrzów na przyszły sezon. Nie tylko mieli znaczną przewagę nad Aston Villą w walce o pierwszą czwórkę, ale byli również pewni 90% szans na zajęcie piątego miejsca w Premier League, a także na zakwalifikowanie się. Teraz sytuacja jest zupełnie inna: Liverpool załamał się (przegrywając 0:3 z Atalantą), a West Ham przegrał 0:2 z Leverkusen w Lidze Europy. Nadal nie jest jasne, czy dodatkowe miejsce w Lidze Mistrzów przyznane przez UEFA przypadnie Anglii, czy Niemcom. Zakładając, że Anglia pozostanie ograniczona do czterech miejsc, wyścig o czwarte miejsce między Tottenhamem a Aston Villą będzie równie intensywny i zacięty, co walka o tytuł. Kibice Tottenhamu są teraz w napięciu, ponieważ ich drużyna zmierzy się z serią niezwykle silnych przeciwników w pozostałych sześciu rundach.
Również w sobotni wieczór (13 kwietnia) MU nadal prezentowało się bezbarwnie, nie wykazując żadnej przewagi nad przeciwnikami ze średniej i niższej ligi Premier League. Tym razem wynik to remis 2:2 z Bournemouth. Zespół Erika ten Haga zremisował lub przegrał tylko w czterech ostatnich meczach ligowych. Ich nadzieje na awans do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie praktycznie zgasły. Tymczasem Manchester City rozgromił Luton Town 5:1, tymczasowo obejmując prowadzenie, ponieważ Liverpool i Arsenal jeszcze nie zagrali. Bramki Josko Gvardiola i Mateo Kovacicia pokazały, że Manchester City wciąż ma znacznie głębszy skład niż inne silniejsze drużyny. Rodri, Phil Foden, Bernardo Silva i Jack Grealish nie zagrali w tym meczu, ale cel Manchesteru City, jakim jest potrójna korona, pozostaje nienaruszony.
Link źródłowy






Komentarz (0)