Premier Węgier Viktor Orbán po raz kolejny rozgniewał przywódców UE, odwiedzając Gruzję tuż po wyborach parlamentarnych w tym kraju. Węgry sprawują obecnie rotacyjne przewodnictwo w UE, a Gruzja uzyskała status i kwalifikacje kraju kandydującego do członkostwa.
Premier Węgier Viktor Orban przemawia u boku premiera Gruzji Irakliego Kobakhidze.
Gdyby chodziło tylko o te dwie rzeczy, wizyta Orbána w Gruzji byłaby całkowicie normalna, a nawet konieczna. UE jest jednak niezadowolona, ponieważ Orbán działa z własnej inicjatywy, a nie z upoważnienia UE.
Podobnie jak w przypadku podróży do Rosji i na Ukrainę, które odbyły się wkrótce po objęciu przez Węgry rotacyjnego przewodnictwa w UE, Orbán nie konsultował się wcześniej z przywódcami UE. Dlatego też, zaraz po wyjeździe Orbána do Gruzji, przywódcy UE oświadczyli, że nie ma on prawa reprezentować Unii, a wszelkie oświadczenia, które wygłosił w Gruzji, podobnie jak wcześniej w Rosji i na Ukrainie, nie były składane w imieniu UE, nie były składane w imieniu UE i nie odzwierciedlały jej stanowiska.
UE była również zirytowana wizytą Orbana w Gruzji, gdy rządząca partia „Gruzińskie Marzenie” zdobyła prawie 54% głosów w niedawnych wyborach parlamentarnych, potencjalnie przedłużając nieprzerwane rządy od 2014 roku. Wyniki te nie zostały jednak uznane przez UE. Partia jest postrzegana przez UE jako prorosyjska i niesprzymierzona z UE. Orbán pogratulował partii zwycięstwa przed ogłoszeniem oficjalnych wyników. Świadczyło to o tym, że Orbán nie tylko nie zgadzał się z UE w sprawie Gruzji i Rosji, ale także Ukrainy. Działania Orbána jeszcze bardziej pogłębiły wewnętrzne podziały w UE dotyczące Rosji, jednocześnie podtrzymując stosunki z Rosją.
Źródło: https://thanhnien.vn/khong-chinh-danh-van-co-tac-dong-185241030220407172.htm







Komentarz (0)