Na stadionie w Houston (USA) „malutki” Przylądek Zielony zremisował 0:0 z Arabią Saudyjską w ostatnim meczu grupy H 27 czerwca.
Trzy remisy przyniosły im zaledwie 3 punkty, co nie wystarczyło piłkarzom „Błękitnych Rekinów” na świętowanie tuż po końcowym gwizdku, gdyż musieli jeszcze poczekać na wynik meczu Hiszpania - Urugwaj, który odbywał się o tej samej porze.
Gdy dotarła wiadomość o zwycięstwie Hiszpanii nad Urugwajem 1:0, Republika Zielonego Przylądka oficjalnie zajęła drugie miejsce w grupie H i zapewniła sobie udział w 1/8 finału.

W tym momencie piłkarze wyspiarskiego państwa u wybrzeży Afryki Zachodniej wybuchnęli radością na boisku w Houston, ponieważ właśnie uczynili ze swojego kraju liczącego ponad 500 000 mieszkańców najmniejszy kraj, jaki kiedykolwiek uczestniczył w fazie pucharowej Mistrzostw Świata .
Był to wynik podróży bez zwycięstw, ale pełnej odwagi i emocji. W meczu otwarcia Republika Zielonego Przylądka zremisowała z Hiszpanią 0:0, upokarzając takie gwiazdy jakRodri , Pedri i Lamine Yamal.
W drugim meczu drużyna trenera Bubisty kontynuowała niespodziankę, remisując 2:2 z Urugwajem. W starciu z drużyną, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo świata, Republika Zielonego Przylądka nadal broniła swojej przewagi i zapewniła sobie korzystny wynik, potwierdzając tym samym, że remis z Hiszpanią nie był dziełem przypadku.
Mecz z Arabią Saudyjską stał się zatem ostatecznym testem wytrzymałości dla drużyny debiutującej na Mistrzostwach Świata.

Bramkarz Vozinha, 40-latek, po raz kolejny był filarem dopingu dla Republiki Zielonego Przylądka w Houston, gdzie zaledwie jedna stracona bramka mogła zniweczyć ich marzenia.
Przy około 68 278 kibicach na trybunach Ana Candida Evora oglądała drugi mecz swojego syna Vozinhy na Mistrzostwach Świata. Z powodu problemów z wizą Ana nie mogła obejrzeć występu syna w meczu otwarcia przeciwko Hiszpanii, w którym obronił siedem strzałów.
Wielu kibiców Republiki Zielonego Przylądka nie miało koszulek, malując na piersiach każdą literę imienia bramkarza Vozinhy. Wśród tłumu w Houston, jedna z kibicek namalowała sobie na twarzy flagę Republiki Zielonego Przylądka i uniosła transparent z napisem: „Małe wyspy, wielkie marzenia”.
Po meczu trener Bubista zarzucił na ramiona flagę Republiki Zielonego Przylądka i powiedział, że jego drużyna udowodniła, że mały kraj wciąż potrafi walczyć o wielki cel.
To stwierdzenie doskonale oddaje ducha drużyny, która nie przegrała żadnej porażki w fazie grupowej, mimo że zmierzyła się kolejno z Hiszpanią, Urugwajem i Arabią Saudyjską.


Republika Zielonego Przylądka zmierzy się z obrońcą tytułu, Argentyną, w 1/16 finału, który odbędzie się 4 lipca o godzinie 5:00 rano czasu Hanoi w Miami w USA.
Pomimo tego, że zmierzyli się z gwiazdą Lionelem Messim i jego kolegami z drużyny, po trzech zaciętych remisach, ta „malutka” drużyna ma prawo nadal marzyć o czymś niezwykłym na Mistrzostwach Świata w 2026 roku.

Źródło: https://nld.com.vn/ky-tich-cape-verde-tai-world-cup-2026-196260627125300838.htm




























































