Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Kobiety na rusztowaniu

Wśród placów budowy zasypanych piaskiem i kamieniami, kobiety codziennie wykonują prace tradycyjnie uważane za męskie. Za ich zrogowaciałymi dłońmi i opalonymi policzkami kryje się szereg zmartwień i ciężarów.

Báo An GiangBáo An Giang19/05/2026

Pani Thi My Dung zdrapuje starą farbę na placu budowy. Zdjęcie: BAO TRAN

O 7 rano odgłos łopat przerzucających piasek rozbrzmiał przed niedokończonym placem budowy w gminie Tay Yen. Wśród grupy robotników, pani Vo Hoang Kim (43 lata), mieszkanka gminy An Bien, pochyliła się, by wyciągnąć worek cementu i wymieszać go z piaskiem i wodą. Ocierając pot z czoła, odsłaniając wyraźne ciemne plamy na policzkach, opowiedziała, że ​​ma z mężem dwójkę dzieci; starsze jest na trzecim roku studiów, a młodsze ma 12 lat. Co miesiąc muszą jeździć do szpitala na transfuzję krwi. Pewnego razu, czekając na krew od dawców, oboje zostali w szpitalu przez 4-5 dni, zanim pozwolono im wrócić do domu. „Wcześniej pracowałam jako pomoc kuchenna i zmywarka w markecie. Ale za każdym razem, gdy moje dziecko trafiało do szpitala, musiałam prosić o urlop. Opuszczałam kilka dni w miesiącu, więc współczułam pracodawcy. Potem poszłam w ślady męża i zaczęłam pracować jako pomoc budowlana, wykonując dorywcze prace i godząc się na każdą nieobecność” – powiedziała pani Kim, a jej oczy poczerwieniały.

Na początku swojej kariery ta kobieta, przyzwyczajona do gotowania i prac domowych, często czuła się zniechęcona, ponieważ nie mogła dotrzymać kroku mężczyznom. Niektóre betonowe wiadra były tak ciężkie, że robotnicy musieli jej pomagać w dźwiganiu ich na ramionach. Miała lęk wysokości, ale mimo to musiała wspinać się po rusztowaniach na budowach wieżowców. Przez ostatnie 12 lat, gdy projekt zbliżał się do końca, pytała z wyprzedzeniem o nowe miejsca pracy, ponieważ nawet kilka dni wolnego nie wystarczało jej na leki dla dzieci i czesne. „Czasami byłam narażona na tak dużą ilość cementu, że swędziała mnie skóra, a twarz robiła się bardziej przebarwiona, ale nie śmiałam narzekać, bo bałam się, że dzieci to usłyszą i będą chciały rzucić szkołę. Starałam się pracować, dopóki nie skończą szkoły i nie znajdą stabilnej pracy, a potem jakoś sobie z tym poradziłam” – zwierzyła się pani Kim.

Codziennie o 5 rano pani Kim budzi się, aby ugotować ryż. Część odkłada dla dzieci w domu, a resztę zabiera na plac budowy. Jej praca jako robotnika budowlanego trwa od 7 rano do 11 rano, a następnie od 13:00 do 17:00. Robotnice otrzymują 270 000 dongów dziennie, czyli o kilkadziesiąt tysięcy mniej niż robotnicy płci męskiej. Oprócz niższych płac, robotnice napotykają wiele niedogodności, o których mężczyźni rzadko myślą. Na wielu placach budowy brakuje toalet, co zmusza kobiety do szukania dyskretnych miejsc do ukrycia się. Muszą też nosić dwie lub trzy warstwy ubrań, aby w razie rozdarcia nie było to krępujące. Niebezpieczeństwo zawsze czyha. Pani Kim wspomina incydent, gdy podawała wiadro zaprawy robotnikowi na górze; osoba, która je otrzymywała, chybiła, a wiadro spadło jej prosto na twarz, powodując niewielki uraz.

Pożegnawszy się z panią Kim, odnalazłem panią Thi My Dung, mieszkankę gminy Dong Thai, którą wielu pracowników w tym zawodzie opisuje jako bystrą i odważną, nie mniej niż mężczyźni. Pracując jako robotnica budowlana przez ponad 8 lat, jest przyzwyczajona do ciągnięcia żelaza, mieszania zaprawy, noszenia cementu i przewożenia cegieł. W przeciwieństwie do wielu kobiet, które wciąż wahają się przed wysokością, pani Dung zwinnie wspina się na rusztowania o wysokości 5-6 pięter, aby pomagać w pracy. Dlatego jej pensja jest taka sama jak mężczyzn, około 300 000 VND dziennie.

O godzinie 11:00 pani Dung szybko zjadła ryż, który ze sobą przyniosła, a następnie powiesiła hamak na rusztowaniu, aby odpocząć. Hamak kołysał się na pomieszanych żelaznych prętach, podczas gdy ona spokojnie opowiadała historię swojego życia. Zanim została robotnikiem budowlanym, ona i jej mąż pracowali jako najemni zbieracze ryżu. Ale kiedy maszyny do zbioru stały się bardziej powszechne, a robotnicy zaczęli się spieszyc, zaczęła pracować jako robotnik budowlany.

Ponieważ mieszkają blisko rodziców męża, para posyła dzieci do szkoły, aby mogły pracować na budowach w Ho Chi Minh City lub Phu Quoc i dorobić. Pani Dung powiedziała, że ​​tego lata wraz z mężem ponownie pojechali do pracy na Phu Quoc. Tam czasami pracują po godzinach, do 20:00 lub 21:00, zarabiając od 600 000 do 800 000 VND dziennie, a dodatkowo otrzymują dodatek na posiłki.

Mimo że Dung jest silna i przyzwyczajona do pracy, ciało wciąż ją boli w dni, gdy dźwiga wiele worków cementu lub długo stoi na słońcu. Niektórymi nocami ona i jej mąż muszą na zmianę masować jej ciało i podawać środki przeciwbólowe, zanim w ogóle zaśnie. Mimo to ta kobieta nigdy nie pomyślała o rezygnacji z pracy. „Dopóki starczy mi sił, będę pracować. Mogę znieść trochę więcej trudów, o ile moje dzieci będą miały odpowiednie wykształcenie” – powiedziała Dung, zerkając na ekran telefonu, który wskazywał prawie 13:00. Zdjęła hamak wiszący na rusztowaniu, starannie złożyła go do torby, poprawiła maskę i wróciła do niedokończonego fragmentu muru.

Popołudniowe słońce wciąż prażyło, a kobiety nadal sumiennie wykonywały pracę tradycyjnie zarezerwowaną dla mężczyzn. Nie tylko przyczyniały się do budowy domów dla innych, ale także poświęcały się zapewnieniu lepszej przyszłości swoim dzieciom.

BAO TRAN

Źródło: https://baoangiang.com.vn/phu-nu-tren-gian-giao-a486088.html


Komentarz (0)

Zostaw komentarz, aby podzielić się swoimi odczuciami!

W tym samym temacie

W tej samej kategorii

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Lokalny

Produkt

Happy Vietnam
On się nią opiekuje.

On się nią opiekuje.

Most małp

Most małp

Wietnam!

Wietnam!