
Tottenham (dawniej) jest obecnie przeciętną drużyną w Premier League – zdjęcie: Reuters
To nie tylko przelotna opinia bukmacherów czy komentatorów szukających uwagi, ale potwierdzenie coraz bardziej zmieniającej się „równowagi sił” w angielskiej piłce nożnej. W zeszłym sezonie Tottenham zajął 17. miejsce na 20 w Premier League (wystarczająco dużo, by uniknąć spadku), pięć miejsc i 15 punktów straty do Crystal Palace.
W tym sezonie Tottenham spadł na 14. miejsce po pierwszych 17 kolejkach i jest teraz o 6 miejsc za Crystal Palace. Nie zdziwcie się, jeśli pod koniec sezonu Crystal Palace ponownie wyprzedzi Tottenham w Premier League, co oficjalnie oznacza interesującą zmianę lidera w Londynie, a szerzej w angielskiej piłce nożnej.
Ta zmiana losu powinna była nastąpić w zeszłym sezonie, kiedy Tottenham spadł na najgorszą pozycję od 49 lat. Zwycięstwo w Lidze Europy, po pokonaniu w finale kolejnego „niefortunnego giganta”, Manchesteru United, tymczasowo uciszyło krytykę pod adresem Tottenhamu.
Mistrzostwa przyniosły ponad 100 milionów funtów przychodu, a także bilet do tegorocznej Ligi Mistrzów, co pozwoliło Tottenhamowi utrzymać się w czołówce, obok Man City, Arsenalu, Liverpoolu i Chelsea w tym sezonie. Zeszłego lata „Spurs” nadal byli dość hojni na rynku transferowym. Z powodzeniem pozyskali Xaviego Simonsa, Kudusa i Kolo Muaniego, największe gwiazdy, co dodatkowo umocniło ich wizerunek prawdziwej potęgi.
Ale minęła połowa sezonu i ta maska „wielkiego klubu” naprawdę opadła. Tottenham powrócił do swojego znanego wizerunku drużyny o skrajnie nierównej dyspozycji. Podopiecznym Thomasa Franka nie udało się zagrać dobrze w trzech kolejnych meczach – co Crystal Palace czy Bournemouth z łatwością osiągnęli.
Co więcej, Tottenham uciekł się do brzydkiej gry, typowej dla drużyn słabszych. Dwie czerwone kartki (dla Simonsa i Romero) w przegranym 1:2 meczu z Liverpoolem były w pełni uzasadnione. Gdyby sędzia był bardziej surowy, Van De Ven, Richarlison i Bentacur również zasłużyliby na czerwone kartki. Gra nieczysta, brutalna i uciekanie się do nieuczciwych zagrań to sposób, w jaki Tottenham radzi sobie z silniejszymi drużynami. To ewidentnie wybór słabszych, podczas gdy Crystal Palace zawsze przekonująco pokonuje Liverpool.
Dziś wieczorem Crystal Palace może rozgromić Tottenham i oficjalnie zainaugurować zmianę władzy w Londynie, a także w angielskiej piłce nożnej.
Źródło: https://tuoitre.vn/tottenham-khong-con-la-doi-bong-lon-20251228090542817.htm






Komentarz (0)