
Od wielu lat dziennikarze, a zwłaszcza ci z prowincji Lam Dong, zawsze marzyli o wyprawach na morze i wyspy. W trakcie swojej dziennikarskiej kariery ci, którzy mieli okazję odwiedzić platformy wiertnicze i wyspy takie jak Truong Sa Lon, Sinh Ton, Son Ca i Da Lat… doświadczyli głębokich emocji, a ich miłość do morza i wysp ojczyzny wielokrotnie wzrosła. Spotkania z miejscową ludnością i żołnierzami, którzy dniem i nocą strzegą morza i nieba, na zawsze pozostaną w ich sercach pięknymi wspomnieniami.
Nie sposób wymienić wszystkich dziennikarzy z Lam Dong, którzy ryzykowali życie, trzymając się kabli, by dotrzeć do platform wiertniczych, zbierając kanciaste owoce mangrowca na wyspie Sinh Ton czy słuchając dzwonów świątynnych na wyspie Truong Sa Lon… W sercach tych szczęśliwych dziennikarzy z Lam Dong, którzy odbyli te podróże, wspomnienia tych morskich podróży pozostają żywe. Jak mogliby zapomnieć o chwilach, gdy cierpieli na chorobę morską i zawroty głowy na wzburzonym morzu i wysokich falach, kołysząc się na łodzi w stronę wyspy, o uczuciu oczekiwania, gdy stawiali pierwsze kroki na tej świętej wyspie…
Ci, którzy przeżyli długie podróże morskie, wyraźnie pamiętają znajomy sygnał ostrzegawczy: „Pobudka dla całego statku, pobudka dla całego statku”, gorącą miskę owsianki, którą kucharz podał im w noc choroby morskiej, zawroty głowy i uczucie niestabilności w momencie wejścia na wyspę, rodzaj choroby morskiej, którą żołnierze na wyspie nazywają „chorobą lądową”.
Każda podróż na Truong Sa (Wyspy Spratly) trwa zazwyczaj od kilku tygodni do miesiąca, niosąc żołnierzom i cywilom na wyspach uczucia kontynentu. Szczególnie my, dziennikarze, często podróżujemy do Truong Sa statkami w okresie Nowego Roku Księżycowego, niosąc na wyspy serdeczne uczucia kontynentu wraz z noworocznymi prezentami. Od kleistego ryżu, liści bananowca i słodyczy, po kwiaty brzoskwini i drzewa kumkwatu – wszystko to niesie smaki Nowego Roku z kontynentu żołnierzom i cywilom na wyspach. Dla nas, dziennikarzy, to nie tylko zwykła podróż reporterska, ale także podróż z pierwszej ręki, aby zrozumieć i szerzyć miłość do naszej ojczyzny.
Są chwile, które wydają się zwyczajne, ale są głęboko święte, wyryte w naszej pamięci: słuchanie młodych żołnierzy zwierzających się z tęsknoty za domem i matkami. Nawet na odległej wyspie jest wciąż wystarczająco dużo kleistego ryżu, wieprzowiny, fasoli mung i liści bananowca, aby zawinąć banh chung (tradycyjne wietnamskie ciastka ryżowe), a następnie siadamy przy ogniu, obserwując, jak ciastka się pieką. W szumie fal uderzających o brzeg patrzymy na kanciaste drzewo banianowe kwitnące skupiskami fioletowych kwiatów. Obserwujemy niewinne dzieci bawiące się na piasku. Patrzenie na prosty portret prezydenta Ho Chi Minha w klasie na wyspie wydaje się tak święte. Potem spokojny dźwięk dzwonów świątynnych odbijający się echem od fal... Te spokojne chwile wywołują w nas tak wiele cenionych emocji. Wszyscy milkną, gdy składamy papierowe żurawie i rozrzucamy tysiące gałązek kwiatów w głębinach morza, wspominając bohaterskich męczenników, którzy poświęcili swoje życie, aby chronić naszą morską suwerenność i wyspy lata temu.
Podczas podróży morskich dziennikarze nieustannie ścigają się z czasem, by uchwycić każdą cenną chwilę. Łzę tęsknoty za matką, uśmiech na opalonej twarzy, gałązkę ziół pielęgnowaną przez żołnierza podczas sztormów, szczeniaka – bliskiego przyjaciela żołnierzy z wyspy, ciche ukłony przed morzem ojczyzny.

Uchwyciliśmy każde wspomnienie w tych prostych momentach i obrazach.
Podróże na platformy wiertnicze i wyspy Truong Sa, podejmowane przez reporterów, redaktorów i operatorów z gazety, radia i telewizji Lam Dong, przyniosły czytelnikom i widzom autentyczne i żywe obrazy morza i wysp na linii frontu. Dla tych dziennikarzy, którzy mieli szczęście uczestniczyć w tych podróżach, wspomnienia pozostają żywe, a ich miłość do ojczyzny staje się coraz silniejsza.
Źródło: https://baolamdong.vn/bien-dao-trong-tim-nguoi-lam-bao-449100.html







