
Rodzice w Hanoi robią zdjęcia swoim dzieciom, aby dodać im otuchy przed egzaminem (zdjęcie: Dinh Huy)
Na początku tego roku, gdy otrzymałam plan pracy dla Truong Sa, moją największą obawą było nie tylko to, jak pomyślnie ukończyć misję, ale także termin egzaminu wstępnego mojej córki do 10. klasy.
Moje najstarsze dziecko jest w tym roku w dziewiątej klasie. Po raz pierwszy w życiu zdaje egzamin, uważany za ważny kamień milowy w jego szkolnym życiu. Dla mnie to również pierwszy raz, kiedy doświadczyłam niepokoju i zdenerwowania matki, której dziecko zdaje egzamin wstępny do szkoły średniej. Dlatego wcześniej zarejestrowałam się na przydział do Truong Sa (Wyspy Spratly), aby móc być w domu i wspierać moje dziecko, gdy wejdzie w ten najbardziej stresujący okres…
Kiedy wróciłam z Truong Sa, biurko mojej córki do nauki wciąż było zawalone stosami książek do nauki. Wiele wieczorów w małym pokoju świeciło się do późna. Czasami była zmęczona, czasami zestresowana, ale zawsze siadała cicho przy biurku, żeby się uczyć. Patrząc na nią, nagle uświadomiłam sobie, jak szybko mija czas. Wydaje się, jakby to było wczoraj, kiedy była nieśmiałą dziewczynką w swoim pierwszym dniu w szkole, a teraz zbliża się nowy kamień milowy w jej szkolnym życiu.
W miarę zbliżania się dnia egzaminu, codzienne życie rodziny zdawało się koncentrować wokół nauki dziecka. Zamiast presji i żądań dotyczących ocen, słychać było proste słowa otuchy: „Byłeś dziś zmęczony nauką? Nie martw się za bardzo, wierzymy w ciebie! Zjadłeś już kolację? Odpocznij dziś wieczorem, żeby zachować zdrowie…”

Rodzice czekają na swoje dzieci w miejscu egzaminu w szkole średniej Ngo Quyen w mieście Hai Phong (zdjęcie: Mai Dung)
Pierwszego ranka egzaminu zabraliśmy nasze dziecko na salę egzaminacyjną. Tłum przed bramą szkoły był gęsty, a na twarzach wielu rodziców malował się niepokój. Obserwując moje dziecko pośród tłumu uczniów wchodzących do szkoły, nagle uświadomiłam sobie, że istnieją ścieżki, których rodzice nie są w stanie obrać za swoje dzieci, wyzwania, które muszą pokonać sami. Możemy wspierać, dzielić się i przygotowywać nasze dzieci z najlepszym nastawieniem, ale ostatecznie to one wejdą na salę egzaminacyjną. Okazuje się, że dorastanie to nie tylko podróż dla dzieci. To także czas, w którym rodzice uczą się zdystansować i bardziej ufać swoim dzieciom.
Dni egzaminacyjne minęły szybciej, niż się spodziewałam. Po każdym egzaminie moje dziecko opowiadało mi o pytaniach, na które odpowiedziało poprawnie i o tych, co do których wciąż miało wątpliwości. Cieszyło mnie nie ich przewidywanie wyniku, ale to, jak spokojnie oceniały, co poszło dobrze, a co nie.
Uświadomiłam sobie, że moja córka nie jest już małą dziewczynką, która ciągle potrzebowała przypomnień od dorosłych. Nauczyła się organizować naukę, brać odpowiedzialność za wyniki i dążyć do swoich celów. Być może to najcenniejsza rzecz, jaką przyniósł ten sezon egzaminacyjny.

Sezon drzew ekstrawaganckich – sezon egzaminów (Zdjęcie: Internet)
Wyniki rekrutacji zostaną ogłoszone za kilka dni. Być może moje dziecko dostanie się do wymarzonej szkoły, a może nadal będzie żałować. Niezależnie od wyniku, wierzę, że moje dziecko zyskało coś ważniejszego niż same wyniki: pewność siebie zbudowaną dzięki miesiącom ciężkiej pracy, umiejętność zachowania spokoju pod presją i wiarę w siebie. Dla mnie tegoroczna sesja egzaminacyjna to pamiętny kamień milowy na drodze mojego dziecka do dorosłości i okazja dla rodziców, aby nauczyć się bardziej ufać ścieżkom, które ich dzieci wybiorą w przyszłości.
Thuy Lien
Źródło: https://baohaiquanvietnam.vn/tin-uc/cung-con-di-qua-mot-mua-thi







