Rankiem 13 września pan DQ.T (42 lata), cudem uniknąwszy śmierci w strasznym pożarze, który wybuchł wczoraj wieczorem w jego budynku mieszkalnym, wciąż znajdował się w stanie szoku.
Siedząc i trzymając na rękach swoją 27-miesięczną córeczkę, która jest monitorowana pod kątem obrażeń w Centrum Pediatrycznym (szpital Bach Mai), pan T. dziękował Bogu i Buddzie za to, że jego rodzina żyje.
Według pana T., o 23:00 nie spał jeszcze, ponieważ wczoraj pracował do późna. Nagle z pierwszego piętra budynku mieszkalnego rozległy się okrzyki „Pożar!” i wołanie o pomoc.
Z wyjścia ewakuacyjnego na balkonie zaczął unosić się dym. Zdezorientowany, otworzył drzwi i odkrył pożar. Chwytając gaśnicę, pobiegł na pierwsze piętro, gdzie wybuchł pożar, aby go ugasić, ale płomienie były zbyt intensywne, a dym tak gęsty, że ledwo mógł oddychać. Widząc, że sytuacja jest dramatyczna, mężczyzna szybko pobiegł na górę, aby uratować żonę i dzieci.
Pan T. wspominał moment, w którym on i jego rodzina uciekli z pożaru.
„Szybko kazałem moim dwójce dzieci, 9-letniej dziewczynce i 8-letniemu chłopcu, pobiec na dach na 9. piętrze, żeby uciec przed dymem” – powiedział pan T., dodając, że dach to otwarta przestrzeń o powierzchni około 300 metrów kwadratowych, więc jeśli dym się uniesie, rozproszy się gdzie indziej, a dzieci się nie uduszą.
Pan T wrócił do domu, żeby zabrać żonę i najmłodsze, 27-miesięczne dziecko, i pobiec na dach. Kiedy otworzył drzwi, dym zalał dom, a gorące powietrze spowodowało rozbicie szyb w oknach.
Wiedząc, że nie uciekną po schodach, szybko zaciągnął żonę i dzieci na balkon ewakuacyjny. „W tym momencie skok w dół był jedynym sposobem na przeżycie” – powiedział pan T.
Mężczyzna szybko chwycił koc, odsunął zasłony i rzucił je na falisty dach pierwszego piętra. Następnie, trzymając na rękach swoje 27-miesięczne dziecko, zeskoczył na dół. Ból w ramieniu sprawił, że pan T. skrzywił się, ale nadal próbował zachęcić żonę do skoku. Jego żona skoczyła za nim, łamiąc nogę i obecnie przebywa na ostrym dyżurze w szpitalu Saint Paul.
„Na szczęście dwójka dzieci leży teraz tu spokojnie, ale moje serce płonie z niepokoju, ponieważ nie mam żadnych informacji o mojej 9-letniej córce. Kiedy ją o to zapytałem, powiedziała, że w tamtym czasie panował tam tłok i chaos, więc nie widziała też swojej siostry” – dodał pan T.
Kierownik Centrum Pediatrycznego poinformował, że stan dwójki dzieci pana T. jest obecnie stabilny, a badania nie wykazały żadnych szczególnych nieprawidłowości. 27-miesięczna dziewczynka ma uraz tkanek miękkich nogi, ale nie jest on poważny.
W Centrum Ratunkowym szpitala Bach Mai pacjent BQM (urodzony w 1994 roku) z prowincji Hai Duong otrzymuje tlen po udzieleniu pierwszej pomocy. M. i jego młodszy brat wynajmowali mieszkanie w tym budynku od ponad roku. W momencie wybuchu pożaru mieszkanie M. znajdowało się na 4. piętrze, z którego M. wyskoczył. W wyniku tego zdarzenia M. doznał licznych obrażeń. Jego młodszy brat, student, również odniósł poważne obrażenia. Obaj bracia nadal przebywają w szpitalu w Centrum Ratunkowym A9.
Docent dr Luong Ngoc Khue odwiedził i dodał otuchy pacjentom, którzy padli ofiarą pożaru mini-apartamentowca w szpitalu Bach Mai.
Lekarz opiekujący się M. podzielił się swoimi spostrzeżeniami: „Kiedy pacjentka przybyła do szpitala, całe jej ciało było czarne. Personel medyczny udzielił jej pomocy doraźnej, umył jej ciało i zapewnił wsparcie psychologiczne, dzięki czemu pacjentka poczuła się spokojniejsza”.
Stojący przed oddziałem ratunkowym pan Nguyen Van H. (imię ofiary zostało zmienione) wciąż nie może zapomnieć o koszmarze wczorajszego pożaru.
„Rodzina mojej córki składa się z pięciu osób: małżeństwa, dwójki dzieci i teścia, którzy mieszkają na siódmym piętrze budynku mieszkalnego. Mój dom jest tuż obok. Kiedy usłyszałem wozy strażackie, przeczułem, że stało się coś złego, więc natychmiast poszedłem do domu córki i zobaczyłem, że płonie” – powiedział pan H.
Po przybyciu na miejsce zdarzenia, mężczyzna zgłosił, że widział duży pożar, w którym wiele motocykli na parterze spłonęło doszczętnie. Na szczęście pięcioosobowa rodzina pana H. została uratowana w porę i przewieziona do szpitala na leczenie ratunkowe.
Stan zdrowia członków rodziny jest obecnie stabilny i otrzymują tlen. Pan H. powiedział, że obserwując pożar, był świadkiem, jak kilka osób w budynku mieszkalnym wyskakiwało z wyższych pięter i odniosło poważne obrażenia.
Przedstawiciele Centrum Pediatrycznego Szpitala Bach Mai przekazali również dodatkowe informacje rano 13 września, informując, że przyjęli 7 pacjentów, z których najmłodszy miał 8 miesięcy, a najstarszy 10 lat. Pacjenci są stabilni klinicznie i otrzymują tlen wysokoprzepływowy. Jednak stan psychiczny dzieci jest niestabilny i są przestraszone. Wśród 7 pacjentów, jedno 2-letnie dziecko, oprócz uduszenia, ma również uszkodzenie tkanek miękkich nogi.
Pan Luong Ngoc Khue, dyrektor Departamentu Zarządzania Badaniami Medycznymi i Leczeniem ( Ministerstwo Zdrowia ), przekazał prasie krótką aktualizację rano 13 września.
Podczas dzisiejszej porannej wizyty w szpitalu Bach Mai, w celu uzyskania informacji o pacjentach, pan Luong Ngoc Khue, Dyrektor Departamentu Badań Medycznych i Zarządzania Leczeniem (Ministerstwo Zdrowia), ocenił, że szpital Bach Mai dobrze wywiązuje się z obowiązku przyjmowania pacjentów, zapewniania im opieki doraźnej i obsługi każdego przypadku. Co więcej, szpital przestrzegał prawidłowych procedur postępowania w sytuacjach kryzysowych, które obejmują skrupulatną klasyfikację każdego pacjenta i kierowanie go do odpowiedniej specjalizacji.
Pan Khue zasugerował również, aby szpital nadal koncentrował wszystkie zasoby, ściśle monitorował wszystkich pacjentów i w żadnym przypadku nie pobierał żadnych opłat. Jednocześnie szpital powinien powołać specjalną grupę zadaniową, która zajmie się leczeniem tych pacjentów .
Źródło








Komentarz (0)