Hojlund stale rozczarowuje w MU. |
Porażka 0-1 z Wolves w 33. kolejce Premier League 20 kwietnia była dla nich sygnałem ostrzegawczym i uświadomiła im trudną rzeczywistość: Hojlund nigdy nie był napastnikiem na tyle dobrym, by nosić koszulkę Czerwonych Diabłów.
Straszna gra Hojlunda
Od początku sezonu 2024/25 duński napastnik strzelił zaledwie 3 gole w Premier League i łącznie 8 bramek we wszystkich rozgrywkach w 44 meczach. Przy kontrakcie wartym 72 miliony funtów, te liczby są nie do przyjęcia. Środkowy napastnik, który miał poprowadzić atak, stał się teraz obciążeniem dla stylu gry najbardziej utytułowanego klubu w Anglii.
Trener Ruben Amorim, następca Erika ten Haga, nadal pokłada nadzieję w Hojlundzie, mając nadzieję, że na nowo odkryje w sobie instynkt zabójcy, który niegdyś posiadał w Atalancie. Jednak cierpliwość się kończy.
Mecz z Wolves był jednym z nielicznych momentów, w których Amorim nie mógł ukryć rozczarowania. A wszystko to wynikało z niewytłumaczalnych decyzji Hojlunda dotyczących prowadzenia piłki.
Jeden z kluczowych momentów miał miejsce w 53. minucie. Hojlund wykonał potężny rajd lewym skrzydłem, wyprzedzając środkowego obrońcę Emmanuela Elysee Badobre i kierując piłkę prosto w bramkę Wolves. W polu karnym Kobbie Mainoo i Patrick Dorgu wykonali dobrze wymierzone akcje, tworząc dwie wyraźne opcje podaniowe.
Jednak zamiast wykorzystać okazję do połączenia akcji, Hojlund spróbował przejąć piłkę lewą nogą i oddać strzał. Obrońca Toti Gomes szybko wyczuł sytuację, rzucił się na piłkę i wykonał celny wślizg, przerywając obiecujący kontratak.
Hojlund zagrał fatalnie przeciwko Wolves. |
Innym razem Alejandro Garnacho perfekcyjnie dośrodkował w pole karne. Hojlund źle ocenił trajektorię lotu piłki i nie wyczuł odpowiedniego momentu, przez co zmarnował okazję do zdobycia gola. Wystarczyło jedno dotknięcie, by piłka trafiła do siatki, ale Hojlundowi zabrakło opanowania w wykończeniu akcji.
Jeśli pojedynczą zmarnowaną okazję można przypisać pechowi, to powtarzanie tego samego błędu mecz po meczu ujawnia problem w samym zawodniku. Hojlund ma problemy z wyczuciem przestrzeni, porusza się niezgrabnie i ma słabą kontrolę nad piłką – cechy, które musi posiadać czołowy napastnik.
Pod koniec 2024 roku wielu ekspertów próbowało bronić Hojlunda, argumentując, że padł ofiarą mało inspirującego stylu gry Manchesteru United. Skrzydłowi rzadko dostarczali piłkę w pole karne na początku, przez co Hojlund był pozbawiony posiadania piłki i motywacji.
Jednak gdy pojawiają się okazje i nie są one wykorzystywane, wszelkie wymówki tracą sens. Mecz z Wolves obnażył ograniczenia Hojlunda – napastnika, który nie był jeszcze wystarczająco dobry, by rywalizować w tak wymagającej lidze jak Premier League.
Czas ucieka Hojlundowi
Zważywszy na przygotowania Manchesteru United do gruntownej przebudowy latem 2025 roku, Hojlundowi trudno będzie utrzymać miejsce w składzie. Biorąc pod uwagę jego obecną formę, trudno mu konkurować na równi z takimi celami klubu jak Viktor Gyökeres czy Victor Osimhen – dwoma napastnikami, którzy są obecnie w wybuchowej formie i mają wysokie wartości transferowe na rynku europejskim.
Czas, aby MU podjęło decyzję w sprawie Hojlunda. |
Jeśli któryś z tych dwóch transferów trafi na Old Trafford, Hojlund najprawdopodobniej zostanie przesunięty na ławkę rezerwowych. A jeśli Manchester United znajdzie odpowiedniego partnera, rozstanie z Hojlundem jest możliwe. Jednak przy tak wysokiej kwocie transferu i słabych występach w całym sezonie, żadnemu zespołowi nie jest łatwo zgodzić się na „ratowanie” duńskiego napastnika.
Atalanta, były klub Hojlunda, mogłaby być potencjalną opcją – miejscem, w którym zostawił po sobie pozytywny ślad. Jednak powrót do Serie A w tym momencie nie jest prosty, zwłaszcza że Hojlund stracił pewność siebie i dawną formę.
Gdyby pozostał w Anglii, zespoły ze środka tabeli, takie jak West Ham, Crystal Palace czy Brentford, mogłyby lepiej pasować do obecnych umiejętności Hojlunda. Dzieje się tak, ponieważ status Manchesteru United nie pozwala im dalej obstawiać napastnika, któremu brakuje wielu cech potrzebnych do osiągnięcia najwyższego poziomu.
Czas uciekał Hojlundowi. Każdy mecz był dla niego okazją do udowodnienia swojej wartości, ale jednocześnie stawał się wyzwaniem dla zawodnika. W obrazie przebudowy, jaki Amorim nakreślił dla „Czerwonych Diabłów”, Hojlund nie wydawał się już odpowiednim wzmocnieniem.
Manchester United potrzebuje prawdziwego „numeru 9” – kogoś, kto potrafi zrobić różnicę i odnieść zwycięstwa. A Hojlund, po sezonie pełnym rozczarowań, być może nadszedł czas, aby rozpoczął nowy rozdział w swojej karierze.
Źródło: https://znews.vn/hojlund-phai-ra-di-post1547449.html






Komentarz (0)