Porażka 0-2 na Parc des Princes w zeszłym tygodniu postawiła drużynę Arne Slota w wyjątkowo trudnej sytuacji. Jeśli bowiem nie uda im się odwrócić losów meczu, ich marzenia o europejskich pucharach skończą się po meczu rewanżowym na Anfield.
W Paryżu Liverpoolowi praktycznie nie udało się zrealizować planu gry, ponieważ został całkowicie zdominowany przez gospodarzy, PSG. Decyzja trenera Arne Slota o ustawieniu defensywnym, a także pozostawienie Mohameda Salaha na ławce rezerwowych przez cały mecz, niezwykle utrudniły grę angielskiej drużynie. Liverpool był skrajnie sfrustrowany, a bramki Désiré Doué i Khvichy Kvaratskhelii trafnie odzwierciedlały jednostronny charakter spotkania, który zdecydowanie sprzyjał PSG.

Salah i Liverpool liczą na powrót na Anfield. (Zdjęcie: GET AI)
Niemniej jednak Anfield zawsze było największą siłą Liverpoolu. Wspomnienie ich zwycięstwa 4:0 nad Barceloną w 2019 roku pozostaje żywe, przypominając, że „Czerwoni” nigdy się nie poddają na własnym boisku. Zwycięstwo 2:0 z Fulham w zeszły weekend również pomogło im odzyskać pewność siebie i przedłużyć imponującą passę na Anfield, strzelając 15 bramek w ostatnich czterech meczach.
Niewątpliwie, obecni mistrzowie, PSG, są zupełnie inni niż Barcelona sprzed lat i prezentują zdecydowanie wyższy poziom niż Fulham. Pod wodzą trenera Luisa Enrique, francuska drużyna pokazała równowagę między kontrolą a kontratakiem, potwierdzając swoją stabilną formę pięcioma zwycięstwami z rzędu. Co więcej, PSG jest szczególnie groźne na wyjazdach, wygrywając wszystkie cztery ostatnie mecze wyjazdowe i zachowując w nich trzy czyste konta.
Niepokojącym aspektem dla Liverpoolu jest to, że gdy będą zmuszeni do ataku, za nimi pojawią się luki – coś, co szybko atakujący piłkarze, tacy jak Ousmane Dembélé czy Kvaratskhelia, mogą łatwo wykorzystać. W rzeczywistości to właśnie te ostre kontrataki pozwoliły PSG kontrolować grę w pierwszym meczu.
Co więcej, dostępność składu również stawia gospodarzy w niekorzystnej sytuacji, ponieważ nie będzie Alissona Beckera i Curtisa Jonesa. Z kolei PSG ma niemal najmocniejszy skład i miał cały weekend odpoczynku, aby optymalnie przygotować się do meczu wyjazdowego w Anglii.
Mecz, w którym Liverpool musi wygrać lub przegrać - albo stworzy kolejną legendarną noc na Anfield, albo oficjalnie odpadnie z rozgrywek.
Źródło: https://nld.com.vn/liverpool-cho-phep-mau-tai-anfield-196260413211018108.htm






Komentarz (0)