Poruszając się wraz z przypływami i odpływami, zbierają „łowy z morza”.
TPO – Za każdym razem, gdy odpływ ustępuje, plaża Hai Chau (Nghe An) tętni życiem. Ludzie niosą kosze, wiadra i małe grabki na płycizny pływowe, aby szukać małży. To ciężka praca, ale stała się źródłem utrzymania dla wielu nadmorskich gospodarstw domowych.
Báo Tiền Phong•27/06/2026
Zanim słońce w pełni wzniosło się nad horyzont, plaża Hai Chau ( prowincja Nghe An ) tętniła już życiem. Grupy miejscowych, niosąc kosze, wiadra i małe motyki, przemierzały rozległą piaszczystą plażę, aby złapać odpływ. Był to również czas, kiedy dzikie małże pozostawały pod piaskiem, czekając na pilne ręce miejscowych, którzy je odnajdą.
Na rozległej połaci porannego morza dziesiątki ludzi rozłożyły się po plaży. Każdy wybiera kawałek piasku i starannie, używając małych grabek lub łyżki, przekopuje się przez warstwy piasku. Atmosfera pracy unosi się w spokojnym szumie fal, wiatru i ożywionych rozmowach zbieraczy małży.
Wiele małych dzieci towarzyszy swoim babciom i matkom na tereny zalewowe, aby zbierać „nagrody z morza”.
Pani Nguyen Thi Hoa (48 lat, mieszkanka gminy Hai Chau) powiedziała, że korzysta z odpływu niemal każdego ranka, aby wybrać się nad morze i zbierać małże. „Trzeba być na morzu od 4 do 5 rano, żeby złapać przypływ. Czasem udaje mi się zebrać 4-5 kg małży w ciągu kilku godzin, a czasem bardzo mało. Zależy to całkowicie od przypływu i szczęścia, ale zapewnia nam to trochę dodatkowych pieniędzy na jedzenie i utrzymanie, więc robimy to od wielu lat” – powiedziała pani Hoa. Uzbrojeni jedynie w łyżkę, małe grabki i koszyk lub plastikowe wiaderko, miejscowi pilnie poszukują małży ukrytych pod piaskiem.
Pan Le Van Dai (56 lat, mieszkaniec gminy Duc Chau) powiedział, że oprócz rolnictwa, korzysta z odpływu, aby udać się na mielizny pływowe i zbierać małże, co stanowi dodatkowy dochód. „Jeśli mam szczęście każdego ranka, mogę zarobić kilkaset tysięcy dongów. To niewiele, ale pomaga mojej rodzinie pokryć koszty utrzymania, zwłaszcza poza sezonem” – powiedział pan Dai. Według niego praca jest ciężka, ponieważ wymaga wielogodzinnego schylania się w słońcu, ale nie wymaga żadnych inwestycji. „Bierzemy wszystko, co daje nam morze. Uważamy to za «dar od morza», więc wszyscy dbają o to, aby eksploatować je z umiarem, nie doprowadzając do wyczerpania zasobów, aby zapewnić sobie długoterminowe źródło dochodu” – powiedział.
Małże będą sortowane przez miejscowych przed sprzedażą. Cena sprzedaży waha się od 20 000 do 25 000 VND za kilogram.
Wietnam zachęca amerykańskie przedsiębiorstwa do zwiększenia inwestycji w zaawansowane technologie.Rankiem 26 czerwca w siedzibie rządu wicepremier Ho Quoc Dung przyjął Jeffa Place'a, dyrektora ds. łańcucha dostaw w Coherent Group (USA). Podczas spotkania wicepremier potwierdził, że Wietnam zachęca amerykańskie firmy do zwiększania inwestycji, zwłaszcza w branżę zaawansowanych technologii, innowacji i półprzewodników.
W zgiełku współczesnego życia, połów małży, choć żmudny i o niestabilnych dochodach, wciąż jest zajęciem wielu osób. To nie tylko źródło utrzymania, ale także kulturowy aspekt pracy, głęboko związanej z morzem od pokoleń.