
Dotarliśmy na szczyt tej góry, spaliśmy w hamakach, zmarznięci do szpiku kości, i słuchaliśmy opowieści ludzi Co Tu o świętości i tajemnicy tego lasu i szczytu góry.
Droga do zdobycia „orła”
Pan Bh'riu Liếc, były sekretarz komitetu partyjnego okręgu Tay Giang, rzucił nam wyzwanie, żebyśmy wspięli się na szczyt K'Lang. „To całkiem blisko, tylko około 4 godzin” – powiedział pan Liếc.
K'Lang nie jest imieniem żadnego chłopca ani dziewczynki z plemienia Co Tu, ale oznacza orła. Pan Bh'riu Liếc powiedział, że w przeszłości mieszkańcy plemienia Co Tu zgubili się i trafili na szczyt rododendronów.
Widząc, że góra jest zbyt wysoka dla ludzi, a jednocześnie pokryta muszlami, mieszkańcy lasu stwierdzili, że tylko orzeł może rozłożyć skrzydła i wzbić się na szczyt. Nazwa K'Lang pochodzi od tego słowa, oznaczającego wysoki szczyt orła, na który tylko orły mogą postawić stopę.
Droga do lasu rododendronów to prawdziwe wyzwanie po około 4 godzinach marszu przez las. Po stosunkowo łagodnym „powitaniu” z Matki Lasu, coraz częściej pojawiają się ostre zakręty i strome zbocza.

O godzinie 13:00, po przejściu wielu fragmentów lasu, które poruszały się w zwolnionym tempie niczym magiczny film, dotarliśmy do baldachimu lasu porośniętego głównie bambusami. Mieszkańcy lasu wiedzą, że terenom porośniętym bambusami często towarzyszą intensywne upały i susza. Bambusowe gaje, rosnące niepewnie w wysokich górach i głębokich wąwozach, pozostawiały wędrowców wyczerpanych.
Według map GPS cała trasa na szczyt K'Lang ma długość około 8 km. Podążanie drogą przez wioskę A Banh 2 znacznie skraca podróż, ale ta trasa przyprawia o dreszcze ze względu na stromy, pionowy łańcuch górski rozciągający się na około 1 km już na początku wędrówki.
Ścieżka prowadząca do lasu rododendronów była magicznie piękna, niczym z kolorowego filmu. Po około sześciu godzinach podróży grupa dotarła na polanę, gdzie nad ziemią widoczne były tylko korzenie drzew, przypominające pazury dzikiej bestii.
Gdy grupa mozolnie brnęła naprzód, nagle spadł deszcz kwiatów. Wielu, po powrocie do podnóża góry, opowiadało sobie nawzajem o tym doświadczeniu, wyrażając głęboki żal, że nie starczyło im sił, by uchwycić romantyczną scenę w środku lasu.
Noc w głębokim lesie
Dotarliśmy na szczyt rododendronów o 18:00. Święty las skąpany był w czerwono-fioletowych odcieniach popołudniowego słońca.

Góra K'Lang dzieli się na dwa odrębne obszary. W najwyższym punkcie widać dookoła bujną roślinność. Rododendrony kwitną obficie, przeplatając się czterema kolorami, niczym gigantyczna tkanina brokatowa. Około 15 minut od szczytu rododendronów, podążając wzdłuż klifu, dotrzesz do najwyższego punktu, który jest jednocześnie granicą między Laosem a Wietnamem.
Szczyt K'Lang od dawna stanowi punkt orientacyjny ze względu na zachwycające, wyjątkowe krajobrazy, które każdy miłośnik odkrywania natury chciałby odwiedzić przynajmniej raz.
Najbardziej fascynująca jest osobliwość roślinności na tej wysokiej górze. Na wysokości 2050 metrów, nawet w środku lata, wciąż odczuwa się chłód. Trudno uwierzyć, że na tym szczycie rośnie cały las rododendronów.

Rododendrony występują tu w czterech kolorach, nie tylko w czystej bieli lub fiolecie, powszechnie spotykanych w innych parkach narodowych. Każdy rododendron pokryty jest kobiercem mchu.
Zielony mech porasta pnie drzew, wraz z roślinami pasożytniczymi i storczykami, nadając lasowi tajemniczy, ponadczasowy charakter. Mech jest tak gęsty, że oderwanie pojedynczej kępy odsłania całą taflę; wiele osób lubi nosić te omszałe kępy na głowach niczym zielone kapelusze.
Szliśmy po warstwach liści i rozkładającej się materii organicznej. W niektórych miejscach mieliśmy wrażenie, jakby nasze kroki wywoływały drżenie, jakbyśmy stali na bagnach. Suche drzewa i liście utworzyły grubą warstwę rozkładającej się materii organicznej, odżywiając dziewicze, czyste kwiaty, które rozkwitały wspaniale w miejscu rzadko odwiedzanym przez ludzi.
Dotarłszy na szczyt rododendronów o zachodzie słońca, grupa musiała szybko znaleźć pień drzewa i wybrać odpowiednie miejsce do zawieszenia hamaków. Noc zapadała szybciej w wysokich górach. W mgnieniu oka nadszedł chłód. Każdy z uczestników owinął się w hamak i odwrócił się wokół rozpalonych ognisk.
Wyniesiono worki z alkoholem i każdy wypił łyk białego wina, aby się rozgrzać. Grupa młodych mężczyzn niosących zapasy przypadkowo odkryła ukryte w górach jezioro pełne małych ryb. Jedno dziwne zdarzenie goniło kolejne, nie dając całej grupie zasnąć przez całą noc, gdy próbowali nasłuchiwać i czuć wszystko, zanim wrócili do miasta.
Źródło: https://baoquangnam.vn/trekking-len-dinh-k-lang-3141565.html






Komentarz (0)