„Ojciec” ponad 3000 nieszczęśliwych płodów.
Późnym wiosennym dniem mżyło. Odejmując telefon od nieznajomego, pan Dung szybko włożył kurtkę i kask i natychmiast ruszył w drogę. Jego celem było miejsce, gdzie właśnie porzucono maleńkie życie. Powiedział, że niezależnie od pory dnia i pogody, dopóki słyszy o nieszczęsnym płodzie, zawsze znajdzie czas, aby go zabrać i pochować, zapewniając dzieciom godne miejsce spoczynku.
W mieście Kon Tum nikomu nie jest obcy obraz pana Nguyena Anh Dunga, który dyskretnie pojawia się na oddziale położniczym szpitala lub odwiedza cmentarze, by odnajdywać i przywozić porzucone płody na pochówek. Dlatego zawsze, gdy pojawiają się informacje o podobnych przypadkach, ludzie dzwonią pod jego numer.
Ta podróż rozpoczęła się w 2018 roku, kiedy Dung i jego przyjaciel odwiedzili Cmentarz Ludowy w Kon Tum. „Stojąc przed małymi, zimnymi grobami nienarodzonych dzieci, dręczyło mnie pytanie: Oprócz dzieci spoczywających tutaj, ile jeszcze dusz pozostało niepochowanych? Jeśli nikt się nimi nie zaopiekuje, dokąd pójdą? Dlatego postanowiłem coś dla nich zrobić” – wspominał Dung.
Po powrocie do domu pan Dung bez wahania rozpoczął poszukiwania i zwożenie nieszczęsnych płodów z całej prowincji Kon Tum na cmentarz w mieście Kon Tum. Wspominał: „Moją pierwszą podróżą był wyjazd do dystryktu Sa Thầy (prowincja Kon Tum), aby odebrać pięciomiesięczny płód. Kiedy otworzyłem torbę, drżały mi ręce, ponieważ dziecko miało już wszystkie części ciała, ale niestety nie miało szansy wydać pierwszego tchnienia. Po raz pierwszy poczułem, jakby ściskało mi serce – uczucie, które trudno opisać”. Ta chwila uświadomiła panu Dungowi, że to nie tylko akt charytatywny, ale misja, którą musi kontynuować do końca.
Na początku pan Dung musiał robić wszystko sam – od poszukiwań, przyjmowania i sprowadzania dzieci, przez organizację pogrzebów, po kopanie grobów i chowanie ich. Sam pokrywał wszystkie koszty, czasami nawet zaciągając pożyczki, aby wszystko odbyło się jak należy. Działo się tak, ponieważ nie wszyscy rozumieli lub popierali jego pracę; niektórzy mieli obawy, a niektórzy wręcz radzili mu zrezygnować.
„Były chwile, gdy zastanawiałam się, czy dam radę. Ale potem, za każdym razem, gdy widziałam porzucone małe życia, nie mogłam tego znieść. Dzieci nie mogły wybrać miejsca narodzin, ale ja mogę wybrać, jak zapewnić im spoczynek w kochających ramionach” – powiedziała Dũng.
Jego entuzjazm i wytrwałość stopniowo poruszały serca ludzi. Początkowo sceptyczni, wielu zaczęło rozumieć sens jego pracy. Niektórzy po cichu go wspierali, podczas gdy inni bezpośrednio pomagali mu w organizacji pogrzebu dzieci. Dzięki wspólnym wysiłkom filantropów, w 2018 roku powstał Fundusz Płodowy Hoa Tam, zrzeszający 26 członków, a pan Dung jest liderem grupy. Poza dniami, w których chowane są płody, 16. dnia każdego miesiąca księżycowego pan Dung i członkowie na zmianę odwiedzają groby, zapalając kadzidło i składając kwiaty dla płodów.
Do tej pory Fundacja Hoa Tam Fetal wybudowała ponad 3000 grobów płodowych, podzielonych na 7 sektorów na Cmentarzu Ludowym w Kon Tum w prowincji Kon Tum. Każdy mały grób jest numerowany i starannie udokumentowany, co ułatwia jego przechowywanie i pomaga rodzicom w łatwej identyfikacji nienarodzonego dziecka podczas wizyty.
„Bywały chwile, kiedy szedłem przodem, żeby pochować abortowane płody, a krewni dzieci po cichu podążali za mną. Z jakiegoś powodu nie mogli zatrzymać swojego dziecka, ale za każdym razem, gdy widziałem na grobie pudełko mleka, ciasteczko czy małą zabawkę, wiedziałem, że wciąż pamiętają, wciąż kochają i po cichu wracają, żeby je odwiedzić” – zwierzał się pan Dung.
„Dom” dla tych małych aniołków jest otoczony opieką Fundacji Hoa Tam Fetal Foundation. Zdjęcie: udostępnione przez rodzinę. |
Za tysiącami pochowanych płodów kryje się fakt, że „Ojciec Dung” ma tysiące kolejnych dzieci. Podczas tej humanitarnej podróży, ojciec zawsze był głęboko zaniepokojony tym, jak sprowadzić wszystkie płody do domu i zapewnić im spokojne miejsce spoczynku.
Podróż filantropijnego serca.
Jest nie tylko „ojcem” niezliczonej liczby nienarodzonych dzieci, ale także filarem wsparcia dla wielu osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej w prowincji Kon Tum. Od ponad 13 lat podróż tego cichego filantropa pozostawia ślad na skąpanych w słońcu wyżynach.
„Urodziłam się i wychowałam w słonecznej i wietrznej krainie Kon Tum, gdzie żyje wiele mniejszości etnicznych, i od najmłodszych lat rozumiałam trudy tamtejszej ludności. Dlatego od dzieciństwa marzyłam o pracy charytatywnej, aby dzielić się trudnościami z tymi, którzy mają mniej szczęścia” – powiedziała Dung.
Kierując się tą ambicją, w 2012 roku rozpoczął swoją podróż, rozdając makaron i ryż ludowi Ba Na w wiosce Plei Ngol Yố (gmina Ia Chim, miasto Kon Tum, prowincja Kon Tum). Do tej pory brał udział w ponad 15 zespołach i grupach wolontariuszy w tej prowincji.
W 2016 roku założył program „Rice of Love”, wspierając 20 osób starszych, które nie mogły już pracować w okręgu Nguyen Trai, gminie Chu Hreng i gminie Dak Ro Wa (miasto Kon Tum, prowincja Kon Tum). W tym samym roku założył Fundusz „Green Seed”, sponsorując 5 biednych, ale pilnych uczniów. W 2018 roku założył zespół „Zero-Cost Ambulance”, który pomaga mieszkańcom Kon Tum dotrzeć do dużych szpitali. Obecnie zespół dysponuje 5 karetkami, które regularnie kursują w prowincji Kon Tum i współpracuje z wieloma organizacjami charytatywnymi w całym kraju.
| Pan Dung (w górnym rzędzie, drugi od lewej) odwiedza i rozdaje prezenty osobom starszym mieszkającym samotnie i sierotom w Prowincjonalnym Centrum Zabezpieczenia Społecznego i Pracy Kon Tum. Zdjęcie: udostępnione przez osobę udzielającą wywiadu. |
Nie poprzestając na tym, w 2022 roku zainicjował projekt „Dom Współczucia” dla mieszkańców odległych obszarów, takich jak gmina Dak La (dystrykt Dak Ha), gmina Dak Tang (dystrykt Kon Plong), gmina Dak Ang (dystrykt Ngoc Hoi)... W tym samym roku kontynuował budowę szkół na terenach przygranicznych, zwłaszcza w gminie Mo Rai (dystrykt Sa Thay) i dystrykcie Kon Plong. Cicho, ale wytrwale, pan Dung stał się solidnym wsparciem dla osób borykających się z trudnościami.
„Dopóki jesteś młody i energiczny, dawaj z siebie wszystko, nie wahaj się i nie kalkuluj. Kiedy czynisz dobro, społeczeństwo to akceptuje, a to motywuje i daje dumę do dalszych starań. Wiele osób pyta mnie, co zyskuję dzięki temu. Uśmiecham się tylko i odpowiadam: zyskuję tak wiele. Zyskuję uśmiechy samotnych starszych ludzi, błyszczące oczy dzieci, gdy dostają nową koszulę, i poczucie spokoju, wiedząc, że małe życie nie jest już zimne” – powiedział z dumą Dũng.
Dũng powiedział, że w przyszłości zamierza kontynuować i rozwijać działalność charytatywną, obejmując różne prowincje, aby szerzyć ducha współczucia i wspierać większą liczbę potrzebujących.
Nguyen Duy Thuan (ur. w 1984 roku w Kon Tum), przyjaciel Dunga, powiedział: „Każdy może zacząć wolontariat, ale niełatwo jest przejść długą drogę i wytrwać jak Dung. On nie tylko pomaga ludziom w potrzebie, ale także zaszczepia w innych przekonanie, że szczere dawanie ma moc zmieniania życia – nie tylko obdarowanego, ale także ofiarodawcy. Szczerze podziwiam siłę woli i współczucie Dunga i mam nadzieję, że historie takie jak jego będą znane jeszcze większej liczbie osób, aby duch dobroci mógł rozprzestrzenić się w całym społeczeństwie”.
„Nie pytaj, co kraj zrobił dla nas, ale pytaj, co my zrobiliśmy dla kraju dzisiaj” – to słowa z piosenki „Aspiration of Youth”, którą Dung ceni i uważa za przewodnią zasadę swojej filantropijnej podróży. Pomaganie innym to dla niego nie tylko odpowiedzialność, ale także radość i cel w życiu. Pomimo wielu trudności na tej drodze, wytrwale sieje po drodze ziarna miłosierdzia. Te ciche czyny nie tylko szerzą miłość dzisiaj, ale także przyczyniają się do budowania humanitarnego i życzliwego społeczeństwa.
BÓBR







Komentarz (0)