Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Co pozostaje po medalach

Odwiedziłem rodzinę pani Luong Thi Luu w Hamlet 101, okręgu Phan Dinh Phung, w prowincji Thai Nguyen, pewnego poranka na początku roku, gdy styczniowa i lutowa pogoda przyniosła delikatną, jedwabistą mżawkę na grona kwiatów moreli i pomelo, co jeszcze bardziej uwydatniło urok wiosny w Thai Nguyen.

Báo Thái NguyênBáo Thái Nguyên19/04/2026

Idąc z gwarnej alejki targowej wąską ścieżką do domu, poczułem, że wchodzę do zupełnie innej przestrzeni – cichej, czystej i delikatnie pachnącej kwiatami osmantusa, które przyniosły mojej duszy poczucie spokoju i ukojenia.

Pan Hung i Pani Luu ze swoimi trofeami i medalami.
Pan Hung i Pani Luu ze swoimi trofeami i medalami.

Dom, schowany głęboko w zaułku, nie był duży, ale przestronny i przytulny, co stanowiło jaskrawy kontrast z zgiełkiem targowej ulicy. Gdy tylko przekroczyłam próg, moją uwagę przykuły cztery przeszklone gabloty pod ścianą salonu, obok których wisiała duża, oprawiona fotografia czterech pokoleń rodziny.

W gablocie medale wszelkich rozmiarów, duże i małe, wisiały gęsto, stłoczone razem i mieniły się w świetle neonów. I to nie wszystko; na innej, większej gablocie, wystawiony był długi rząd trofeów wszelkich rozmiarów. Metaliczne refleksy sprawiały, że pomieszczenie wydawało się jeszcze jaśniejsze. W odpowiedzi na powitanie gospodarza, zostałem zahipnotyzowany migoczącym światłem. Ogarnięty radością, powiedziałem żartobliwie:

Wow! Nie mogę uwierzyć, jacy jesteście bogaci! Wasz dom jest pełen złota i srebra! Ile nagród zdobyliście w sumie?

Kiedy pan Hung płucząc czajnik, powiedział cicho:

– Zupełnie nie pamiętam. Na początku mogliśmy liczyć, ile nagród, medali i trofeów zdobyliśmy, ale później już nie pamiętam, bo sport to dziedzina zawodowa, więc nikt nie prowadzi rekordów. Wiedzieliśmy po prostu, że jeśli będziemy rywalizować, to coś wygramy; nigdy nie wracaliśmy do domu z pustymi rękami.

Pani Lu podążyła za moim wzrokiem, uśmiechnęła się życzliwie i kontynuowała słowa męża:

– Jest ich tak dużo, że nie sposób ich zliczyć. Te gabloty są pełne, więc dzieciaki zabrały część do swoich sklepów, żeby je powiesić. Szkoda, że ​​niektóre medale i trofea zostały uszkodzone podczas niedawnej powodzi.

Te słowa sprawiły, że serce mi zamarło. Te medale, niegdyś tak cenione i przesiąknięte potem i łzami, nie mogły ujść płazem zniszczeniom czasu i klęskom żywiołowym...

Poznałem panią Luu, ponieważ oboje byliśmy członkami klubu emerytów na prowincji. Gdybyś spotkał ją po raz pierwszy, z krótką fryzurą okalającą jej łagodną twarz i różową cerę, a do tego zdrową, zwinną sylwetką profesjonalnego sportowca, nikt by nie zgadł, że ma sześćdziesiąt cztery lata.

Jest jedną z niewielu członkiń, które szybko przyswajają techniczne ruchy nauczane przez instruktorów i posiadają doskonałą pamięć oraz zdolności poznawcze. Jest towarzyska i pełna entuzjazmu, pomagając innym kobietom w klubie w trudnych ruchach, aby mogły ćwiczyć razem.

Kiedy zapytałem: „Kiedy po raz pierwszy odkryłeś swoją miłość do tego sportu?”

Powoli opowiadała: „Być może odziedziczyłam to po rodzinie. Mój ojciec chwalił się, że jest tyczkarzem. Ale ponad 70 lat temu sport nie był powszechny i ​​nie było takich możliwości interakcji i integracji jak teraz. Mam dwóch starszych braci, również sportowców. Mój brat grał w piłkę nożną w klubie Thể Công. Ja sama zaczęłam uprawiać sport, kiedy poszłam do liceum, i był to również mój ulubiony przedmiot. Po treningach nauczyciele odkryli mój talent i wybrali mnie do reprezentacji narodowej. W szóstej klasie (system 10/10) zostałam wybrana do udziału w krajowych zawodach lekkoatletycznych w wieloboju indywidualnym i zajęłam 10. miejsce. Wtedy przyznawano tylko miejsca od 1. do 15., ale znalezienie się w tej czołowej grupie po raz pierwszy było ogromnym osiągnięciem”.

Nalewając herbatę gościom, powiedziała: „Sport to moja pasja, a zarazem sposób na życie. Wybieram aktywny tryb życia, stale trenując. Kierowana moją pasją, zdecydowałam się na studia na Uniwersytecie Wychowania Fizycznego i Sportu w Tu Son, Bac Ninh ”.

Sport pozwolił mi również poznać mojego męża, mojego partnera na całe życie. On był wówczas żołnierzem wysłanym na studia, a ja świeżo upieczoną studentką. Po ukończeniu studiów pobraliśmy się w 1985 roku, w czasie, gdy kraj zmagał się z ogromnymi trudnościami.

W tamtych czasach czasy były ciężkie, a jedzenia brakowało. Wszyscy chodzili do szkoły i na treningi, jedząc tylko mąkę kukurydzianą i inne mieszanki zbóż. Ale byliśmy wtedy młodzi i zdrowi, więc uważaliśmy to za normalne. Nasze życie rodzinne zaczęło się w trudnych i pełnych niedostatku czasach, ale pozostaliśmy optymistami. Podczas narodzin mojego pierwszego dziecka musiałam zrobić sobie trzyletnią przerwę od sportu, zajmując się tylko nauczaniem, a potem wróciłam do domu. Nawet mając małe dziecko, nigdy nie myślałam o porzuceniu sportu, ponieważ był moim zawodem i pasją. Dzięki wsparciu teściów, gdy moje dziecko skończyło trzy lata, wróciłam do treningów.

Pani Luu upiła łyk herbaty, a jej wzrok był nieobecny, jakby wspominała przeszłość: „Łzy, które pamiętam najdobitniej, to łzy najszczęśliwszego szczęścia w sportowej karierze mojej rodziny. W 2018 roku cała moja rodzina zdobyła medale tenisowe na Mistrzostwach Prowincji Thai Nguyen ”.

Widok moich rodziców i dwójki dzieci stojących na podium i odbierających nagrodę napełnił mnie radością. Kiedy przynieśli nagrodę do domu, moi teściowie byli wzruszeni, ciesząc się z osiągnięcia swoich dzieci, co również wywołało łzy w moich oczach. Później chwalili się nią, bo dla nich to nie tylko rodzinna radość, ale także zaszczyt dla sportu w prowincji. W tamtej chwili poczułem, jakbym widział płomień pasji przekazywany ich dzieciom i wnukom.

Zwracając się do pana Hunga, zapytałem, jak zaczął interesować się sportem. Pan Hung uśmiechnął się życzliwie i powiedział: „To sport wybrał mnie, a nie odwrotnie”. Właściwie kiedyś chciałem studiować na Uniwersytecie Morskim, ponieważ chciałem podróżować w różne miejsca, ale los pokierował mnie w stronę sportu i jestem z nim związany przez całe życie. Gram głównie w piłkę nożną, ale trenuję też wiele innych dyscyplin w różnych organizacjach. Zawsze, gdy są jakieś zawody, jedziemy razem z żoną. Przeciwne drużyny bardzo obawiają się konfrontacji z duetem Hung-Luu.

Uśmiechnął się i powiedział: „Nie chodzi o to, że nasza drużyna miała przytłaczającą dominację, po prostu jest coś, czego nie wszyscy rozumieją: podczas rywalizacji najgorszą rzeczą dla sportowców jest niestabilna siła psychiczna, słaba kondycja fizyczna, niedocenianie przeciwników i, co najważniejsze, dbanie o samokontrolę, aby nie dać się łatwo zwieść rywalom”.

Dla pana Hunga, kiedy już jest się na boisku, trzeba szanować siebie i przeciwnika. Dlatego stanowczo sprzeciwia się negatywnemu nastawieniu w sporcie. Bo dla niego żadna rywalizacja nie jest ważniejsza niż szacunek do samego siebie.

Dla pani Liu najbardziej zapadającym w pamięć obrazem jest jej trzyletni synek idący za nią na podwórko. Kiedy dała mu zabawki, takie jak plastikowe pistolety i samochodziki, chłopiec odepchnął je i pobiegł podnieść rakietę matki, stając na palcach i wyciągając ręce, wykonując pierwsze ruchy. W tym momencie mocno go przytuliła, pewna, że ​​ta krótka chwila będzie długą podróżą dla przyszłych pokoleń…

Z biegiem lat obaj synowie dorastali w atmosferze i sportowym duchu rodziców, naturalnie rozwijając swoje talenty. Ich zdolności stawały się coraz bardziej widoczne. W wieku 13 lat wzięli udział w krajowych mistrzostwach badmintona. Obaj zostali następnie powołani do reprezentacji prowincji Thai Nguyen. Trenowali rano i chodzili do szkoły po południu, mimo to pozostali wybitnymi uczniami.

W 10. klasie mój syn zdał egzamin wstępny na kierunek chemia i zdał go z najwyższą oceną. W 11. klasie został wybrany przez szkołę do udziału w ogólnopolskim konkursie dla najlepszych uczniów, zdobywając trzecie miejsce na poziomie zaawansowanym. A co jeszcze bardziej cieszy rodzinę, to fakt, że oboje zostali przyjęci na Uniwersytet Nauki i Technologii w Hanoi. To osiągnięcie zaskoczyło wielu, biorąc pod uwagę jego talent sportowy, ale dla jego dziadków było to naturalny rezultat treningu intelektualnego i fizycznego.

Ich najstarszy syn jest obecnie sportowcem pierwszej klasy. Z takimi osiągnięciami wiele rodzin prawdopodobnie skierowałoby swoje dzieci ku karierze sportowej. Pan Hung szanuje jednak decyzję swoich dzieci, mówiąc: „Wierzę, że dzięki swojej wiedzy i talentowi będzie mógł wnieść więcej do kraju w innych dziedzinach”.

Pani Lu kontynuowała, dodając do słów męża: „Dzieci uprawiają sport z rodzicami od najmłodszych lat, ponieważ istnieje tradycja rodzinna; być może ten „gen sportu” odziedziczyli po pokoleniu dziadków. Chociaż nie uprawiali sportu zawodowo, nasz syn i tak pozostawił po sobie niezwykły ślad”.

W 2004 roku został zaproszony do udziału w turnieju sześciu prowincji, pokonując mistrza kraju i zdobywając pierwsze miejsce. Jego żona została później lekkoatletką reprezentacji narodowej, startując w mistrzostwach kraju. Jego drugi syn również uosabia tego samego sportowego ducha: odwagę, dyscyplinę, nigdy nie lekceważenie przeciwników i niepoddawanie się w obliczu trudności…

W okolicy tylko ich rodzina wciąż ma cztery pokolenia mieszkające razem pod jednym dachem. Cztery pokolenia mieszkające razem – kiedyś powszechne – stały się rzadkością w dzisiejszym życiu miejskim. Od wielu lat ich rodzina jest uznawana za wzór rodziny kulturowej.

Wczesną wiosną małżonkowie zostali zaproszeni do udziału w programie „Wzorowi dziadkowie – synowskie dzieci i wnuki” nie tylko ze względu na swoje osiągnięcia sportowe, ale także ze względu na wartości rodzinne i styl życia, które zyskują im tak wielki szacunek.

Pani Luu zwierzyła się: „Pomimo podeszłego wieku, starsi nadal zwracają się do siebie per »bracie« i »siostro«, tak jak robili to w młodości. Sposób, w jaki rozmawiają, okazują sobie nawzajem szacunek i troszczą się o siebie nawzajem każdego dnia, naturalnie sprawia, że ​​dzieci i wnuki czują, że powinni żyć w sposób pełen szacunku i właściwy”.

Podczas naszej rozmowy obserwowałem, jak rozmawiają. Za każdym razem, gdy wspominali o turnieju lub dramatycznym meczu, odwracali się, by na siebie spojrzeć. Widziałem w ich oczach błysk czegoś jednocześnie znajomego i serdecznego. Być może wystarczyło skinienie głową lub lekki uśmiech, by wiedzieli, o czym myśli druga osoba. To coś, co rzadko widuję w innych rodzinach.

Starsi często powtarzają, że Małpa i Tygrys to niezgodne znaki zodiaku, jednak państwo Hung Luu od dziesięcioleci utrzymują harmonijne i spokojne życie. To dzięki wzajemnemu zrozumieniu i kompromisowi. Czasami parze nie udawało się uniknąć nieporozumień i kłótni. Ale na dole, w obecności starszych, nikt nie śmiał podnieść głosu. Para mrugała do siebie i szła na górę, żeby „omówić pewne sprawy”.

Jednak po pokonaniu około dziesięciu stopni każdy miał czas, aby zastanowić się, gdzie ma rację, a gdzie się myli… Myśląc trochę dłużej i dając sobie nawzajem chwilę wytchnienia, złość naturalnie opadła i dlatego w rodzinie nie było żadnych konfliktów ani bolesnych słów…

Pani Lu dodała: „Teraz kolej na moje wnuki. Są jeszcze małe, pod dużą presją nauki, ale już wykazały się talentem, zwłaszcza w pływaniu. Jedno z nich, dopiero w drugiej klasie, potrafi przepłynąć 600-700 metrów. Wyobrażając sobie te dzieci, tak zwinne w wodzie, nagle uświadomiłam sobie: „W tym domu na nowo rozgorzał płomień pasji”. Na zewnątrz wiosenny deszcz wciąż delikatnie padał, ale w tym domu, lśniącym od medali, panowała prawdziwie ciepła atmosfera”.

Teraz, mając odpowiednio 70 i 64 lata, nadal uprawiają cztery dyscypliny sportowe. I jak powiedział kiedyś pan Hung: „Za każdym razem, gdy rywalizujemy, przynosimy do domu trofeum”.

Pożegnałem się z rodziną. Mój wzrok zatrzymał się na czterech szklanych gablotach, z których każda zawierała przedmiot noszący ślad mojej podróży. Gdybyś na nie spojrzał, z pewnością pomyślałbyś to samo co ja: najcenniejsze nie są niezliczone medale, ale rodzinna tradycja, wykuta w pocie czoła, dyscyplinie i miłości.

I nagle pomyślałem, że jeśli rodzina potrafi przekazać dalej płomień namiętności, płomień charakteru i wypracować sobie własny sposób życia, to płomień ten stanie się światłem przewodnim dla wielu przyszłych pokoleń.

Source: https://baothainguyen.vn/xa-hoi/202604/dieu-con-lai-sau-nhung-chiec-huy-chuong-8df33f2/


Komentarz (0)

Zostaw komentarz, aby podzielić się swoimi odczuciami!

W tym samym temacie

W tej samej kategorii

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Lokalny

Produkt

Happy Vietnam
Kształcenie zawodowe dla dzieci niepełnosprawnych.

Kształcenie zawodowe dla dzieci niepełnosprawnych.

Ludowe Siły Bezpieczeństwa Publicznego wspierają rozwój Dak Lak.

Ludowe Siły Bezpieczeństwa Publicznego wspierają rozwój Dak Lak.

Pływający targ Cai Rang

Pływający targ Cai Rang