Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Wspomnienia o rozmowach z ulicznym sprzedawcą... w Nha Trang

Zimą w Nowym Jorku, gdy pada ulewny śnieg, a ulice Manhattanu przecinają lodowate wiatry, stragany z jedzeniem ulicznym pozostają jasno oświetlone pośród tłumów. Te małe stragany oferują różnorodne dania: tacos, kurczaka z ryżem, kanapki oraz dania kuchni bliskowschodniej i azjatyckiej. Wielu sprzedawców to imigranci. Stoją przy swoich straganach godzinami w przenikliwym zimnie, sprzedając przechodniom ciepłe posiłki. Za każdym razem, gdy widzę te stragany nowojorską zimą, przypominają mi się nawoływania ulicznych sprzedawców z mojego dzieciństwa w Nha Trang.

Báo Khánh HòaBáo Khánh Hòa17/03/2026

Krzyki wspomnień

Kiedy miałem jakieś 8 lub 9 lat, w okolicy mieszkał starszy Chińczyk, który sprzedawał bułki na parze i ciastka ryżowe. Jego okrzyki były mieszanką wietnamskich i chińskich akcentów. Często wołał: „Panh pao, panh po…”, co w rzeczywistości oznaczało „bułki na parze, ciastka ryżowe”. To wołanie rozbrzmiewało echem w wąskiej uliczce każdego popołudnia. Pudełko z bułeczkami było starannie owinięte folią. Za każdym razem, gdy ktoś wołał, otwierał wieczko i małymi szczypcami wyjmował bułeczkę, którą wkładał do torby. Niektórymi wieczorami, widząc, że w jego pudełku zostało jeszcze wiele bułeczek, błagałem mamę o pieniądze na zakup kolejnych, mając nadzieję, że sprzeda je wszystkie i będziemy mogli wrócić wcześniej do domu. Kilka lat później słyszałem, jak dorośli z okolicy mówili, że zmarł pewnej zimy z powodu starości i choroby. Ale dźwięk jego „panh pao, panh po” zdaje się wciąż krążyć gdzieś w moich wspomnieniach z dzieciństwa.

v

Pamiętam też sprzedawcę lodów w Nha Trang. Za każdym razem, gdy słyszałem brzęczenie dzwonka, dzieciaki z sąsiedztwa wybiegały na ulicę. Kolorowe rożki z lodami piętrzyły się w jego małym wózku. Pamiętam, że sprzedawca był bardzo radosny, o krzepkiej, zdrowej budowie typowej dla Wietnamczyka z Bliskiego Wschodu, z opaloną od morskiej bryzy skórą. Kilka lat temu, kiedy byłem w domu, zobaczyłem przejeżdżający wózek z lodami. Sprzedawcą był starszy mężczyzna z przygarbionymi plecami, bezzębnym uśmiechem i twarzą naznaczoną trudami całego życia. Zatrzymałem się, żeby kupić lody dla dzieci i mimochodem wspomniałem o starym sprzedawcy. Mama spojrzała na mnie i szepnęła: „To ten stary sprzedawca lodów, moje dziecko”. Byłem oszołomiony. Czas minął tak szybko.

Moja matka opowiedziała mi również o moim dziadku ze strony matki, który mieszkał w Hanoi w latach 30. XX wieku. Osierocony w młodym wieku, prababcia mozolnie go wychowywała, sprzedając słodką zupę z czarnego sezamu – tradycyjne zajęcie chińskiej sprzedawcy – chodząc i sprzedając swoje towary po mroźnych, zimowych ulicach. Niektórymi nocami, gdy sprzedaż szła słabo, a garnek zupy był wciąż pełny, matka cicho niosła go do domu. Następnego dnia oboje jedli gorącą zupę zamiast ryżu. Te historie przypomniały mi piosenkę „The Street Vendor's Cry”: „Jest krzyk ulicznego sprzedawcy, który brzmi tak samotnie pośród tętniących życiem popołudniowych ulic… Jest krzyk ulicznego sprzedawcy jak głos mojej matki, jak głos mojej siostry. Niosąc ojczyznę na jej chudych ramionach…”. Krzyk ulicznego sprzedawcy w piosence jest podobny do krzyków ulicznych sprzedawców w prawdziwym życiu. To nie tylko odgłosy zarabiania na życie, ale także historia ciężko pracujących ludzi, którzy całe swoje życie spędzili na ulicy.

Dźwięki dzieciństwa, ojczyzny.

Te wezwania ulicznych sprzedawców czasami rozprzestrzeniają się w nieoczekiwany sposób w dobie mediów społecznościowych. Niedawno w wiadomościach pojawiła się historia pani Mai, sprzedawczyni owoców na wybrzeżu Nha Trang. Z krótkiego filmu , w którym woła po angielsku: „Mango, ananas, banan, arbuz…”, międzynarodowy artysta zremiksował ścieżkę dźwiękową, a film szybko zgromadził dziesiątki milionów wyświetleń na YouTube. Zapytana o to, pani Mai tylko się uśmiechnęła i odpowiedziała, że ​​nadal sprzedaje swoje towary, tak jak robi to od dziesięcioleci. Dla niej najważniejsze jest nadal zarabianie na życie i prowadzenie przyjemnych rozmów z turystami.

Każdego lata, kiedy wracam do Nha Trang, słyszę te znajome okrzyki: „Gorące tofu tutaj! Gorące tofu na sprzedaż!”; „Gorące, gotowane na parze ciastka ryżowe tutaj!”. Te proste dźwięki rozgrzewają serce kogoś, kto jest tak daleko od domu jak ja.

Kiedy przeprowadziłem się do Nowego Jorku, food trucki były moimi pierwszymi „przyjaciółmi”. Na początku studiów w Brooklyn College, podczas przerw obiadowych, często ustawiałem się w kolejce, żeby kupić tacos z food trucków przed kampusem. Były pyszne, tanie i szybkie. Studenci ustawiali się w długich kolejkach, zwłaszcza w godzinach szczytu. Stopniowo poznawałem właścicieli food trucków i rozmawiałem z nimi o życiu poza domem. Wielu moich byłych studentów wciąż wraca po ukończeniu studiów, żeby się tylko przywitać. Niektórzy, którzy przeprowadzili się daleko od miasta, wciąż pytają, czy food trucki przed kampusem nadal sprzedają. Te food trucki stały się częścią wielu nowojorskich wspomnień studenckich.

Za każdym razem, gdy nowojorska zimowa noc nadchodzi z przenikliwym zimnem, widząc jasno oświetlony wózek na opustoszałej ulicy, dostrzegam staruszka, który kiedyś sprzedawał bułeczki na parze, sprzedawcę lodów z brzęczącym dzwoneczkiem i znajomych ulicznych sprzedawców na nadmorskich ulicach Nha Trang. Te okrzyki mogą wydawać się nie na miejscu pośród tętniącego życiem miasta, ale dla wielu przywołują wspomnienia, dzieciństwo i ducha domu.

PHAM BICH NGOC

Source: https://baokhanhhoa.vn/van-hoa/sang-tac/202603/ky-uc-tieng-rao-onha-trang-df3420d/


Komentarz (0)

Zostaw komentarz, aby podzielić się swoimi odczuciami!

W tej samej kategorii

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Lokalny

Produkt

Happy Vietnam
Mała radość dla mnie.

Mała radość dla mnie.

Podziwiać

Podziwiać

Na polach prowincji Nghe An rozpoczął się nowy sezon żniw.

Na polach prowincji Nghe An rozpoczął się nowy sezon żniw.