
Powstały na początku lat 80. XX wieku serial „Władcy Wszechświata” był niegdyś jedną z najbardziej wpływowych serii animowanych na świecie . Wizerunek He-Mana, z jego Mieczem Mocy, muskularną sylwetką i walką ze Szkieletorem, stał się nierozerwalnie związany z dzieciństwem milionów widzów. Po ponad 40 latach istnienia w filmach animowanych, komiksach i licznych rebootach, seria w końcu powraca na duży ekran z zakrojonym na szeroką skalę projektem aktorskim pod kierownictwem Travisa Knighta.
Z budżetem wynoszącym około 200 milionów dolarów , „Władcy Wszechświata” dowodzą ambicji stojącej za filmową adaptacją. Mattel Studios nie kryło swoich wysiłków, by wskrzesić niegdyś ukochaną ikonę kultury popularnej, która zbladła w obliczu rozkwitu Marvela, DC i licznych współczesnych serii fantasy.
Tandetna rozrywka
Film rozpoczyna się tragicznym wydarzeniem, które doprowadziło do upadku królestwa Eternia z rąk potężnego złoczyńcy Szkieletora. Król i królowa zostają pojmani, a książę Adam, wówczas zaledwie młody chłopiec, zostaje sprowadzony na Ziemię przez czarownika wraz z Mieczem Mocy, by uciec przed pościgiem. Adam jednak traci cenny artefakt.
Piętnaście lat później Adam dorastał wśród ludzi. Pracuje w biurze, wiodąc proste życie, niczym nie różniące się od życia Ziemian, ale nigdy nie porzucił marzenia o powrocie do domu. Kiedy Miecz Mocy ponownie się pojawia, Adam zostaje przeniesiony z powrotem na Eternię i ma okazję zmierzyć się ze swoim dawnym wrogiem.
Pod względem fabuły „ Masters of the Universe” nie oferuje praktycznie żadnej oryginalności, z typową, schematyczną, heroiczną podróżą. To typowy film o „wybrańcu”, który wędruje, wraca do domu, akceptuje swoje przeznaczenie i zostaje zbawicielem.
Zaskakujące jest to, że Travis Knight nie próbuje nadać historii mroczniejszego czy bardziej skomplikowanego charakteru. Zamiast podążać za trendem przedstawiania bohatera jako głęboko zranionej postaci, Travis Knight trzyma się sedna tej serii o superbohaterach, przekształcając ją w celowo sentymentalną przygodę.
Od muskularnych wojowników władających magicznymi mieczami, przez szkieletowe potwory, po dziwacznie ukształtowanych sług, „Masters of the Universe” oferuje baśniowy klimat wpleciony w współczesne życie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że serial wydaje się nie na miejscu, przestarzały, a nawet komicznie kliszowy w porównaniu z wciąż rozwijającymi się seriami superbohaterów z supermocami.
Jednak Travis Knight zdaje się lubić ten ekscentryczny styl. Nie waha się eksponować tandetnych i absurdalnych aspektów oryginalnego materiału źródłowego. Widzowie z łatwością przewidzą niemal każdy zwrot akcji w filmie. Adam z pewnością zostanie He-Manem, a Szkieletor ostatecznie upadnie pod wpływem połączonych wysiłków księcia i jego towarzyszy. „Władcy Wszechświata” przypominają więc filmy o superbohaterach, które oglądaliśmy jako dzieci, gdzie wiemy na pewno, że potwory wkrótce zostaną pokonane przez superbohaterów.
![]() |
Nowy film zarobił na całym świecie ponad 60 milionów dolarów . |
Jednak to bezpretensjonalna, szczera narracja podtrzymywała zainteresowanie. Bez zawiłych wątków pobocznych i ciągłych zwrotów akcji, mających na celu zszokować widzów, film po prostu powoli nakreśla świat, wyjaśnia historię Eternii i relacje między bohaterami, a następnie rzuca ich w wir walki o przywrócenie porządku.
W parze ze schematyczną fabułą idzie „typowe” przesłanie. Chociaż film koncentruje się na wizerunku muskularnego Adama z gigantycznym mieczem, fabuła nie gloryfikuje fizycznej siły.
Książę został wybrany nie dlatego, że był najsilniejszym wojownikiem, ale dlatego, że potrafił słuchać, okazywać empatię i wierzyć w siłę jedności. Jego pobyt na Ziemi nauczył Adama, jak rozumieć i współpracować dla wspólnego dobra, zamiast rozwiązywać problemy siłą i przemocą. W ten sposób Masters of the Universe podkreśla, że Eternia potrzebuje nie tylko niezwyciężonego wojownika, ale przywódcy zdolnego zjednoczyć ludzi. To sprytne podejście sprawia, że postać He-Mana staje się bardziej wiarygodna dla widzów.
Powody selektywnego podejścia do klientów.
Pomysł Travisa Knighta pokazuje, jak duże znaczenie ma oprawa wizualna. Eternia fascynuje połączeniem klasycznego fantasy i science fiction . Olbrzymie zamki, dziwaczne stworzenia i starożytne budowle tworzą tętniący życiem i atrakcyjny wizualnie świat fantasy. Kreacja świata w filmie jest solidna, a wiele ras i ekosystemów współistnieje we wszechświecie rządzonym logicznymi zasadami.
Łatwo zauważyć, że sporą część budżetu przeznaczono na efekty komputerowe i oprawę graficzną, gdyż są to dwa najbardziej widoczne i pieczołowicie dopracowane elementy filmu.
Pomimo całkiem atrakcyjnych elementów rozrywkowych, „Masters of the Universe” wciąż nie udało się przyciągnąć widzów do kin. Projekt, kierowany przez Travisa Knighta, niekoniecznie jest złym filmem. Po prostu jego przestarzały i sentymentalny ton, choć celowy, nie do końca trafia w gusta współczesnej widowni.
Masters of the Universe był ikoną popkultury w latach 80. Jednak ponad 40 lat to zbyt długi okres, aby publiczność nadal interesowała się ikoną, która odeszła w zapomnienie.
W świecie, w którym gwiazdy filmowe coraz częściej zaznajamiają się ze złożonymi, wielowarstwowymi historiami przygodowymi, nadmiernie uproszczona i stonowana narracja Travisa Knighta ma problem z wzbudzeniem zainteresowania. Film może być przyjemnym doświadczeniem dla fanów serii, ale brakuje mu siły perswazji, by przekonać masy.
![]() |
Główną rolę gra Nicholas Galitrine. |
Z drugiej strony, sceny akcji nie były szczególnie wybitne. Poza finałową sceną walki Adama ze Szkieletorem, w filmie było niewiele momentów, które naprawdę ekscytowałyby widzów. To, co widzowie najbardziej zapamiętują z filmu, to wciąż muskularna sylwetka He-Mana. Choreografia sztuk walki nie stworzyła kultowych momentów ani nie wyróżniała się na tle innych klasycznych serii.
Nicholas Galitzine ma idealną sylwetkę do tej roli. Jego muskularna budowa i przystojna, łagodna twarz z łatwością go urzekają. Gra tę postać stosunkowo dobrze, prezentując zarówno naiwność, jak i urok, a także momenty wielkiej dojrzałości. Jednak elementy komediowe nie do końca pasują do urodzonego w 1994 roku aktora. W niektórych scenach Galitzine'owi brakuje naturalności w wygłaszaniu komediowych kwestii.
Tymczasem „Skeletor” nie robi wrażenia, częściowo z powodu ograniczeń scenariusza. Ta adaptacja filmowa, będąca klasycznym złoczyńcą, niestety nie nadaje postaci Jareda Leto wystarczającej głębi, by stworzyć wciągającą konfrontację z protagonistami.
Po pierwszym tygodniu od premiery, film „Władcy Wszechświata” zarobił na całym świecie zaledwie nieco ponad 60 milionów dolarów . Przy szacowanym budżecie produkcyjnym wynoszącym około 200 milionów dolarów , oczekuje się, że film będzie bardzo trudno osiągnąć próg rentowności.
Źródło: https://znews.vn/phim-200-trieu-usd-nguy-co-lo-nang-post1659158.html










