
Sklep w gminie Trieu Loc pozostał niezmieniony od czasów liceum autora; po 50 latach nadal tam jest. (Zdjęcie udostępnione przez autora)
Gdziekolwiek się udam, zawsze jestem dumny, że pochodzę z Thanh Hoa, jakby to było prawdziwe miasto.
Moja matka pochodziła z Ninh Binh . W 1945 roku opuściła rodzinne miasto i kilka lat później przeniosła się do Thanh Hoa. W 1975 roku wróciła do Hue, rodzinnego miasta swojego męża, gdzie mieszkała i zmarła. Oznacza to, że spędziła całą młodość w Thanh Hoa i tam urodziła nas, rodzeństwo. Z kolei ja i moje rodzeństwo również spędziliśmy młodość w Thanh Hoa. Po ukończeniu szkoły średniej pojechałem do Hue na studia, a mój młodszy brat pojechał do Hue, aby kontynuować naukę po ukończeniu ósmej klasy.
Poza trzema miejscami, w których mieszkałem przez długi czas – miasteczkiem Thanh Hoa (wówczas Ulicą Ogrodów Kwiatowych), gminą Chau Loc (gdzie mieściła się fabryka zapałek, a moja matka była zastępcą dyrektora) oraz gminą Trieu Loc (gdzie moi rodzice postanowili osiedlić się na stałe po przejściu na emeryturę, zamiast zgodnie z planem wrócić do miasta). Powód był prosty: w miasteczku trzeba było kupować nawet wykałaczki, a tutaj mogli być samowystarczalni, by wychować i wykształcić swoje dzieci. Mogli jeść to, co było sezonowe, wykorzystywać emerytury na utrzymanie dzieci i… odkładać na starość. Nikt wtedy nie przypuszczał, że rok 1975 przyniesie zjednoczenie i że będą mogli wrócić do rodzinnego miasta.
Ale na szczęście mój ojciec pracował w firmie spożywczej, więc pamiętam, że ilekroć wyjeżdżał w podróże służbowe, zabierał mnie na swoim starym rowerze. Gdziekolwiek jechaliśmy, podbijał paragony za ryż jak... prawdziwy obywatel. Dlatego od dziecka miałem okazję podróżować w wiele miejsc i poznawać wiele miejsc w Thanh Hoa.
Co więcej, zanim zaczęła pracować w fabryce zapałek Thanh Hoa, moja matka pracowała w Federacji Związków Zawodowych Thanh Hoa (taka była wówczas nazwa). Z powodu wojny była często ewakuowana. Moja rodzina miała dwa rowery, dwa plecaki, dwóch synów oraz kurze i kacze jaja. Moi rodzice ładowali wszystko na rowery i jechali do miejsc ewakuacji, zatrzymując się u miejscowych rodzin. Później wspominałem te dni jako dni pracy w terenie. I rzeczywiście, te doświadczenia wciąż żywo utkwiły mi w pamięci.
Tak poznałem mężczyznę w Thieu Hoa, który miał pięciu synów, wszystkich silnych i zdrowych, a których posiłki składały się głównie z… manioku i szpinaku wodnego. Ale każdy syn miał swój słoik sosu rybnego z chili, który przynosił na każdy posiłek; każdy jadł swój, a jeśli mu się skończył, „pożyczał” od kogoś innego i oddawał następnego dnia. Wiedziałem też, jak przerażający był 8 marca w Thanh Hoa. Później napisałem wiersz „Thanh Hoa”: „Sen o 8 marca rozpływa się we mnie / Marcowe pozdrowienia w białych stożkowatych kapeluszach / Kwiaty moreli rozsypują się po niebie, szeleszcząc na wietrze / Nagle stoję oszołomiony przed bramą świątyni”. Albo przypominam sobie Ngu Loc, które do dziś wydaje się być najgęściej zaludnionym obszarem w kraju.
Za każdym razem, gdy wracam do prowincji Thanh Hoa, staram się odwiedzić szkołę, w której kiedyś się uczyłem – Szkołę Średnią Trieu Chau, która kiedyś była jedyną szkołą średnią w dwóch gminach Trieu Loc i Chau Loc – teraz jest to Szkoła Podstawowa Trieu Loc. Stojąc przed bramą szkoły, ogarnia mnie fala wspomnień, wspominam moich nauczycieli, z których niektórzy wciąż żyją, a inni już nie żyją.
Dwóch moich nauczycieli zostało później poetami. Pamiętam, jak pan Vy, mój nauczyciel literatury w liceum Hau Loc, poprosił mnie kiedyś o przepisanie jego zbioru poezji. Na litość boską, mój charakter pisma był gorszy od jego i nie miałem pojęcia o prezentacji podczas przepisywania wierszy. Kiedy oddałem mu przepisane wiersze, zauważyłem, że nie był zadowolony – tak właśnie czułem się wtedy i od tamtej pory czuję się nieswojo. Kiedy odwiedziłem go ponownie po konferencji, był przepełniony radością i chwalił się: „Uczyłem kilku poetów z Wietnamskiego Stowarzyszenia Pisarzy ! To mój ulubiony uczeń”. Trzema nauczycielami, o których wspomniałem, byli nieżyjący już poeta Trinh Thanh Son, poeta Nguyen Ngoc Que i ja. On również był poetą, ale poeta klubowy. Przyznał to, ale to jego wiersze, które przepisywałem, zainspirowały mnie do pisania poezji od tamtej pory.

Widok na gminę Trieu Loc, w której kiedyś mieszkał i uczył się autor. (Zdjęcie: udostępnione)
Jeśli chodzi o panią Nguyen Thi Kim Quy, opublikowała ona kilka tomików poezji, a ja miałem zaszczyt napisać wstęp do jednego z jej tomików – „Waves Reverberating”. To ona rozpaliła we mnie miłość do literatury, dzięki czemu poznałem pana Vy w liceum. Tak właśnie stałem się poetą, którym jestem dzisiaj.
I jak już wspomniałem, wciąż mam wielu przyjaciół w Thanh Hoa. Znajomych z podstawówki, gimnazjum i liceum, a nawet tych, których poznałem później. Są pragmatyczni i życzliwi, więc kiedyś, mimo że leciałem Vietjetem, przyjąłem od przyjaciela kilka kilogramów orzeszków i słoik kwaśnego sosu z anchois, lokalnej specjalności. Oczywiście musiałem dopłacić za bilet i zjadłem je w domu z całym szacunkiem dla wspomnień.
Pewnego dnia odebrałem telefon z informacją, że to Phuong, Phuong z Thanh Hoa. Wyrzuciłem z siebie: Nguyen Tac Phuong. Druga osoba odpowiedziała: „Ach, tak, zgadza się, ale teraz nazywam się Nguyen Van Phuong”. Był moim kolegą z siódmej klasy. Jego ojciec nadał mu drugie imię „Tac”, ale w dialekcie Thanh Hoa „tac ri” oznacza „kontrolować”… bydło, więc później je zmienił. Zmienił je, ale żałował, mówiąc: „Wow, przyjacielu, wciąż to pamiętasz. Gdybym tylko zachował drugie imię „Tac”, które dał mi ojciec, życie byłoby o wiele lepsze!”. Potem znowu napisał: „Phuong nadal idzie w ślady Van Cong Hunga. Byłeś wtedy dobrym uczniem, zwłaszcza z literatury, więc świetnie, że zostałeś pisarzem”.
Nostalgia bierze się z tak fragmentarycznych wspomnień. Ulice w centrum prowincji są teraz szerokie i przestronne, ale ilekroć wracam w miejsce, gdzie kiedyś stała Księgarnia Ludowa, a naprzeciwko sklep z zegarkami Viet Duc, pamiętam to żywo, mimo że tak wiele się zmieniło.
A ostatnio na moim Messengerze pojawiła się wiadomość: „Cześć, jestem córką przedszkolanki ze starej fabryki zapałek. Właśnie przeczytałam artykuł, w którym wspominasz o przedszkolankach z fabryki zapałek Thanh Hoa...” I wtedy na długo zaniemówiłam...
Van Cong Hung
Źródło: https://baothanhhoa.vn/xu-thanh-cang-lau-cang-nho-277174.htm






Komentarz (0)