![]() |
Trenerowi Frankowi grozi zwolnienie. |
Thomas Frank podchodzi do meczu z Fulham z nastawieniem menedżera, który wie, że jest na krawędzi. Tottenham powrócił do Premier League po upokarzającej porażce w derbach północnego Londynu z Arsenalem, a starcie z Fulham jest najważniejszym testem reakcji Duńczyka.
Spurs pokazali pewne oznaki życia w przegranym 5:3 meczu z PSG – porażce, której można było się spodziewać. Ale wracając do Premier League, fatalny występ przeciwko Fulham obnażył niezaprzeczalną prawdę, że Tottenham pod wodzą Thomasa Franka rozpada się od środka.
Frank pozostał wierny swojej decyzji o odmłodzeniu środka pola, wprowadzając Lucasa Bergvalla i Archiego Graya – była to jedna z niewielu rozsądnych decyzji, jakie podjął. Ale reszta była błędna zarówno pod względem koncepcji, jak i wykonania. Fulham dwukrotnie przebił bramkę Tottenhamu w ciągu pierwszych 10 minut, podczas gdy Tottenham stworzył tylko 0,01 xG w pierwszej połowie przeciwko drużynie ze środka tabeli.
Indywidualne błędy Pedro Porro czy Guglielmo Vicario nie mogą przesłonić odpowiedzialności trenera za całkowicie dezorientujący styl gry. Frank nadal zostawia Xaviego Simonsa na ławce rezerwowych. Drużyna gra źle. A kibice buczą. Ten sam scenariusz powtarza się do znudzenia w każdy weekend w Premier League.
![]() |
Tottenham spadł na 10. miejsce w tabeli Premier League. |
Co gorsza, Frank popadł w konflikt z własnymi kibicami, gdy zaatakował Ange Postecoglou, twierdząc, że odziedziczył drużynę, która w zeszłym sezonie zajęła 17. miejsce – jakby to mogło usprawiedliwić upokarzającą porażkę Tottenhamu, mimo ogromnych wydatków tego lata.
Sądząc po krytyce, jaka spadła na niego na trybunach i oburzeniu w mediach społecznościowych, Frank stracił poparcie kibiców. Łatwo było zrozumieć, dlaczego przegrał z Chelsea i Arsenalem, ale druzgocąca porażka u siebie z Fulham – w meczu, który wszyscy wiedzieli, że Tottenham musi wygrać – przelała czarę goryczy.
Tottenham zwalniał lepszych menedżerów niż Frank, nawet gdy radzili sobie lepiej od niego, i nigdy tego nie żałował. Od czasu Mauricio Pochettino, Spurs mają problemy ze znalezieniem świetnego lidera. I za każdym razem, gdy menedżer taki jak Frank musi odejść, pragnienie posiadania Pochettino w oczach kibiców rośnie.
Frank jeszcze nie został zwolniony. Ale zwycięstwo 3:0 nad Man City to już odległe wspomnienie. Przy obecnej formie Frankowi wystarczy tylko jeden błąd, by bez wahania powalić Tottenham na kolana.
Źródło: https://znews.vn/tottenham-thay-tuong-post1607006.html









Komentarz (0)