Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Droga powrotna do obcych krajów

Krótkie opowiadanie: Hoang Khanh Duy

Báo Cần ThơBáo Cần Thơ19/04/2026


Nazywam chmury, które suną po niebie o zmierzchu, „odległymi chmurami”. Być może dlatego, że słowo „odległy” zdaje się być splecione z moim życiem, więc chmury są odległymi chmurami. Moja matka nadała mi imię Viễn – co oznacza „daleko”, sugerując, że kiedy dorosnę, będę latać wysoko i daleko. Ale później wszyscy mówili, że moje imię jest piękne, a jednocześnie smutne. Rozmyślając o moim ponad trzydziestoletnim życiu, doświadczyłem radości, smutku, szczęścia, a nawet straty. Pamiętam, jak w tamtych czasach moja matka często mawiała: „Takie jest życie; każdy doświadcza najróżniejszych emocji. W ten sposób stajemy się mądrzejsi każdego dnia”.

Wierzyłem słowom matki. Zawsze wierzyłem, że moje życie nie będzie tak smutne, jak imię Viễn, które nadała mi matka w dniu, w którym urodziłem się u podnóża góry za domem moich dziadków ze strony matki, zanim ona i mój ojciec opuścili ojczyznę. I że wrócę do wioski moich dziadków ze strony matki, tak jak zawsze pragnęła moja matka.

W moich wspomnieniach rodzinne miasto moich dziadków ze strony matki było bardzo odległym miejscem! Wygląda na to, że spotkałem babcię tylko dwa razy, zanim zmarła moja matka, a jej rodzinne miasto odwiedziłem tylko raz. Ta wizyta nie wywarła na mnie większego wrażenia, ponieważ byłem wtedy bardzo młody. Mama zawiozła mnie autobusem w góry, ale po wszystkich trudach długiej podróży dziadek nie pozwolił jej wejść do domu. Później mama opowiedziała mi o tym ze łzami w oczach.

Obraz mojej babci zbladł z czasem. Pamiętam, że pierwszy raz widziałam ją, gdy byłam w trzeciej klasie. Pewnej deszczowej nocy, słysząc pukanie do drzwi, mama pospieszyła, by znaleźć babcię, przemoczoną do suchej nitki, stojącą chwiejnie w blasku piorunów, które rozcinały ciemną noc na pół. Mama płakała. Babcia powiedziała, że ​​tak bardzo za nami obiemi tęskniła, że ​​przyjechała tu autobusem i motocyklem kilka razy, zanim w końcu dotarła. Byłyśmy przepełnione radością i łzami, widząc się. Tej nocy babcia spała z mamą i ze mną. Na zewnątrz lał deszcz. W małym pokoju leżałyśmy z mamą blisko babci, słuchając, jak pyta o to i owo. Spojrzałam na mamę. W słabym świetle zobaczyłam łzy napływające jej do oczu. W powietrzu unosił się zapach kadzidła z ołtarza mojego ojca. Mój ojciec niedawno zmarł. Grzmot za oknem nagle ucichł, pozostawiając w pokoju jedynie ciepły głos babci…

***

Wciąż pamiętam jedno popołudnie z rzadkimi chmurami, delikatnymi jak liść opadający na spokojne jezioro. Odległe chmury leniwie sunęły po domu i rozległych łąkach za nim. Tego popołudnia odeszła moja matka. Serce było mi tak ciężkie, że nie mogłam płakać. Czułam tylko pustkę w sercu, której z pewnością nigdy nie będę mogła wypełnić. Delikatnie pocałowałam chude dłonie matki, dłonie, które chroniły i znosiły burze czasu. Zanim zamknęła oczy, matka uśmiechnęła się łagodnie i wyszeptała:

- Wracam do domu, żeby znaleźć Babcię. Ona wciąż czeka w miejscu, gdzie unosi się zapach kadzidła i słychać dźwięk dzwonków wietrznych z gór.

Potem Matka odeszła. Delikatnie. Łagodnie. Lekko. Jak suchy liść spadający w pustkę, uniesiony przez wiatr do dalekiej krainy.

Może ci się spodobać
Głęboki zachód słońca
Głęboki zachód słońcaBądź na bieżąco z najnowszymi i najgorętszymi wiadomościami na temat życia społecznego, gospodarki, prawa, edukacji, świata, sportu, rozrywki, kultury i wielu innych dziedzin w Tay Ninh.
Wieczorem woda płynie rzeką.
Wieczorem woda płynie rzeką.Krótkie opowiadanie: Hoang Khanh Duy

Z biegiem lat tłumiłam ból i akceptowałam stratę jako prawo życia, którego nikt nie może uniknąć. Wyruszyłam w podróż, by odnaleźć dom moich dziadków ze strony matki. Przeszukałam wszystko, co pozostało w szufladach mojej mamy, w tym rzeczy, które trzymała zamknięte przez całe życie po tym, jak opuściła dom z moim ojcem, mimo sprzeciwu dziadka.

W końcu znalazłem starą kartkę papieru z wyblakłą nazwą miejscowości: Cloud Village. Próbowałem sobie wszystko przypomnieć, a potem obwiniałem się za to, że spędziłem młodość tęskniąc za tak wieloma obcymi krainami, tak wieloma miejscami, zarówno w kraju, jak i za granicą, tylko po to, by zapomnieć o moim rodzinnym mieście – gdzie moja matka spędziła młodość i gdzie ja się urodziłem. Moje oczy napełniły się łzami; być może moja matka podświadomie unikała swojego rodzinnego miasta, gdzie gniew mojego dziadka, trwający tyle lat, wciąż się utrzymywał.

***

Wyruszyłem w piękny, słoneczny sezon. Zanim odjechałem, zatrzymałem się przy grobie mojej matki i pomodliłem się: „Matko, proszę, poprowadź mnie, bym odnalazł drogę powrotną do ojczyzny!”. Grób mojej matki leży pośród zielonej łąki, obok grobu mojego ojca. Panuje tu głęboki spokój. O tej porze roku łąka pokryta jest morzem białych kwiatów.

Ruszyłem w drogę. Słońce niczym słodki miód rozpościerało się nad polami. Wsiadłem do autobusu pasażerskiego jadącego w góry. „Dokąd pan jedzie, młodzieńcze?” – zapytał mnie konduktor. Zaskoczony, szybko odpowiedziałem: „Do Wioski w Chmurach, proszę pana!”. Konduktor wyglądał na oszołomionego, a stary kierowca odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć: „Wow, dawno nie słyszałem, żeby ktoś nazywał tę wioskę jej starą nazwą. Pewnie jesteś tu pierwszy raz, a przecież znasz jej starą nazwę. Nie martw się, pokażę ci drogę”.

Skinąłem głową w podziękowaniu. Autobus ruszył. Autobus do May Village nie miał luksusowych miejsc sypialnych, tylko stare. Poczułem ukłucie smutku, bo wydawało się, że wielu ludzi zapomniało o May Village i nic o niej nie wiedziało. Czułem to samo! Autobus przejeżdżał przez wiele wiosek wzdłuż rzeki, przez wiele pól, zboczy i krętych przełęczy. Droga w góry była głęboka i kręta. Droga do mojej ojczyzny.

Słońce było jeszcze ciemnoczerwoną, granatową masą wiszącą nisko nad szczytem góry, gdy kierowca zawołał do mnie: „To Wioska w Chmurach!”

Wysiadłem z samochodu, nogi drżały mi po długiej, wyczerpującej podróży. Samochód zniknął za zakrętem, pozostawiając mnie w upiornie cichej przestrzeni.

Szedłem drogą prowadzącą do górskiej wioski. Robiło się ciemno. Czułem lekki niepokój, ale nie strach, bo nagle poczułem bliskość i znajomość. Byłem pewien, że to obcy kraj, bez dwóch zdań. Powietrze miało głęboki, spokojny błękit. Wiatr szumiał w sosnach, a ostry zapach żywicy sosnowej wypełnił moje nozdrza.

Niespodziewanie zatrzymałem się przy małym, samotnym drewnianym domu, położonym na zboczu wzgórza. Jego okap zasłoniły jaskrawoczerwone bugenwille, a dzwonki wietrzne brzęczały na wietrze. Starsza kobieta siedziała, skrupulatnie zrywając suchą trawę, żeby zrobić miotły, nieświadoma nieznajomej stojącej przed nią. „Przepraszam panią, czy mogę o coś zapytać…?” – mruknąłem. Spojrzała na mnie z bezzębnym uśmiechem igrającym na ustach i słuchała, jak kontynuuję: „Proszę pani, czy w tej wiosce są jakieś starsze kobiety w pani wieku, których córki wyszły za mąż daleko, mimo dezaprobaty rodziny?”. Spojrzała mi głęboko w oczy, a jej wzrok spowijała mgła czasu. Uśmiechnęła się, łagodnym uśmiechem niczym ostatnie promienie słońca u schyłku dnia. Z wnętrza domu unosił się zapach kadzidła, przywołując niezliczone uczucia tęsknoty i nostalgii: „Myślę, że w tej Wiosce Obłoków jestem jedyną starszą kobietą taką jak ty. Wszyscy inni staruszkowie odeszli, by być z chmurami. Nie smuć się, zostań tu z Babcią. Niezależnie od tego, czy kogoś znajdziesz, czy nie, ta wioska zawsze będzie twoją ojczyzną, twoją ojczyzną”.

Może ci się spodobać
Zapach ziemi
Zapach ziemiCzęsto obserwowałem Tý'ego, jak po żniwach intensywnie goni kaczki na polach. Dym leniwie unosił się z sąsiednich pól po południu. W te popołudnia, podążając za Tý'm po polach, moje stopy chrzęściły na suchej słomie w letnim słońcu, a dźwięk mieszał się z kwakaniem kaczek. W stadzie było ponad pięćdziesiąt kaczek. Tý liczył je bardzo skrupulatnie! Ja tylko oceniałem ich liczbę i byłem z siebie zadowolony. Ale Tý'emu, gdy skrzydło jednej kaczki opadło, biegł do domu, chwytał plastikowe pudełko po lekarstwach, które dali mu pracownicy gminy, znajdował lekarstwo, które mu polecili, rozgniatał je, mieszał z wodą i wlewał do dzioba kaczki. Niedawno zabłąkana kaczka przebiegła przez autostradę i została potrącona przez ciężarówkę. Tý płakał niekontrolowanie. Widząc to, poczułem do niej ogromną litość.
Sezon wiatrów północnych
Sezon wiatrów północnychZ jakiegoś powodu bardzo lubię nadejście wiatru północnego. Moja mama mówi, że wiatr północny wieje zimno i nie ma w nim nic, na co można by czekać z niecierpliwością ani się nim cieszyć.

Usiadłem obok niej, w milczeniu obserwując, jak jej dłonie płynnie suną po suchej trawie. Zapach kadzidła wypełnił moje serce. Siedziałem tam, wsłuchując się w odgłos upływającego czasu, dźwięk kamyków spadających mi na kolana i szelest suchej trawy, równo utkanej na już uformowanym trzonku miotły. Gdzieś w oddali widziałem łzy mojej matki i kruchą postać mojej babci w burzliwych nocach minionych dni…

Nagle zrozumiałem, dlaczego mama chciała, żebym wybrał się w podróż do wioski moich dziadków ze strony matki. Nie chodziło o spotkanie z konkretną osobą, ale o to, żebym wiedział, że pośród zgiełku świata istnieje jeszcze wioska o nazwie Mây, miejsce, do którego mógłbym wrócić, miejsce, w którym czułbym się mniej samotny w życiu.

Zapach kadzidła i dźwięk dzwonków wietrznych pozostają w mojej pamięci z każdym uderzeniem serca.

Źródło: https://baocantho.com.vn/loi-ve-xu-ngoai-a202528.html

Najczęściej czytane

Google Trends

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Địa phương

Produkt

Happy Vietnam
Dziecko uczy się arytmetyki mentalnej.

Dziecko uczy się arytmetyki mentalnej.

Uśmiech JRai'a

Uśmiech JRai'a

Odcisk Truong Sa

Odcisk Truong Sa