Jedyną różnicą było to, że wizyta króla Karola III w Ameryce była o wiele trudniejsza, bardziej złożona i delikatna niż wizyty, jakie jego matka odbywała w czasie swojego panowania.

Król Wielkiej Brytanii Karol III spotkał się z prezydentem Trumpem 28 kwietnia w Białym Domu.
Zdjęcie: Reuters
Powodem jest to, że relacje między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi, choć od dziesięcioleci uważane za szczególne, są obecnie bardzo trudne i dość napięte. Trump nie zgadza się z brytyjskim premierem Keirem Starmerem, ponieważ Waszyngton nie otrzymuje od Londynu pożądanego wsparcia. Trump publicznie skrytykował Starmera. Co więcej, Trump otwarcie wyraził zamiar aneksji Kanady jako nowego państwa dla Stanów Zjednoczonych, mimo że Kanada jest członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Nominalnie głową Kanady jest król Karol III.
Dlatego obecna wizyta tego monarchy w USA przypomina balansowanie na linie, konieczność znalezienia równowagi między zachowaniem prestiżu i interesów Wielkiej Brytanii a zadowoleniem prezydenta Trumpa. Delikatny charakter tej podróży, i tak już napięty stan stosunków dwustronnych oraz fakt, że król Karol III, choć jest głową monarchii konstytucyjnej w Wielkiej Brytanii, sprawuje władzę wykonawczą w rządzie, sprawiły, że wydarzenie to od samego początku miało charakter bardziej formalny niż merytoryczny.
Wizyta króla Karola III w USA może jedynie złagodzić obecny konflikt między Trumpem a Starmerem oraz między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią, ale nie uratuje żadnej z tych relacji. Zgodnie z brytyjską konstytucją monarcha może reprezentować brytyjski rząd w kształtowaniu jego polityki, ale nie może jej podważać.
Źródło: https://thanhnien.vn/nhieu-nhay-cam-it-ket-qua-185260428211517442.htm







Komentarz (0)