Emocje w Monachium
Dwie grupy kibiców pożegnały zawodników jak bohaterowie. Trybuny Bayernu Monachium wstawały od początku do końca meczu, aby oddać hołd odpadniętej drużynie i wyrazić wdzięczność zawodnikom, którzy wyszli ponad swoje zawodowe obowiązki, tworząc niezapomniany wizerunek.
Niesamowita mieszanka odwagi, piękna i poświęcenia utkana z rywali z Paryża.

Zwycięska drużyna liczyła 4000 fanów PSG, którzy bez przerwy śpiewali, oglądając Luisa Enrique w czarnym garniturze, zaciskającego pięści w chwilach największej radości.
Enrique objął w Paryżu Ousmane'a Dembele, Marquinhosa i Williana Pacho – liderów najlepszego ataku świata , którzy tego wieczoru w Monachium byli również mistrzami najlepszej obrony.
PSG rozegra swój drugi z rzędu finał Ligi Mistrzów 30 maja w Budapeszcie, gdzie będzie czekać na niego Arsenal Mikela Artety.
Allianz Arena zatrzęsła się od okrzyków dziesiątek tysięcy ludzi, wciąż nie mogąc się pogodzić z porażką 5-4 w pierwszym meczu.
Kibice, a także gracze na boisku, zostali ogarnięci burzą emocji, gdy po upływie zaledwie dwóch minut od rozpoczęcia meczu Pacho z zadziwiającym opanowaniem podał piłkę do Khvichy Kvaratskhelii.
Laimer rzucił się, by zatrzymać gruzińskiego zawodnika, gdy ten rozgrywał akcję z Fabianem Ruizem, przerywając pressing. Kvaratskhelia pobiegł za obrońcą, podczas gdy Dayot Upamecano gonił na próżno.
Mając wystarczająco dużo czasu na podjęcie decyzji, Kvaratskhelia dośrodkował piłkę do Dembele na dalszym słupku. Próby wycofania się Stanisicia i Taha były daremne.

Zdobywca Złotej Piłki w 2025 roku trafił do siatki obok Manuela Neuera, pogrążając lokalną publiczność w kakofonii oszołomionej ciszy. Kwarackhelia zapisał się w historii jako pierwszy piłkarz, który zagrał w siedmiu kolejnych meczach fazy pucharowej Ligi Mistrzów.
Luis Enrique dotrzymał obietnicy. Zamiast bronić skromnej przewagi z pierwszego meczu, posłał drużynę do ofensywy. PSG strzeliło gola już w pierwszym ataku, a ta bramka wywołała efekt domina.
Po pierwsze, to była kwestia psychologiczna. Bayern Monachium szybko zorientował się, że potrzebuje trzech bramek, aby odwrócić losy meczu. Po drugie, gol Dembélé dał PSG pełną kontrolę nad meczem.
Pomimo nieobecności Achrafa Hakimiego z powodu kontuzji, obecność Warrena Zaire'a-Emery'ego na prawym skrzydle nadal sprawia, że trio Pacho – Marquinhos – Nuno Mendes jest najgroźniejszą defensywą w Europie w sytuacjach bezpośrednich.
Sztuka Luisa Enrique
O ile byli niezwykle skuteczni w pressingu, to gdy cofnęli się głęboko pod osłonę Vitinhy, Joao Nevesa i Fabiana Ruiza, PSG było niemal nie do zdobycia. To był „organiczny bunkier”, gdzie wszyscy trzej napastnicy płynnie wtapiali się w grę.

„To pokazuje, jak silni jesteśmy” – powiedział Pacho, odpowiadając na krytykę, że wynik 5-4 w pierwszym meczu wynikał bardziej z błędów defensywy niż z ofensywy.
„Wyjechałem z Paryża z poczuciem, że mogłem zagrać lepiej, co pomogło nam poprawić naszą obronę w meczu rewanżowym. Przyjechaliśmy tu, żeby wygrać ” – kontynuował Pacho.
„Po golu Kwarackhelii wiedzieliśmy, jak wytrzymać. Ta drużyna udowodniła, że kiedy nadchodzi czas ataku, każdy atakuje, a kiedy nadchodzi czas obrony, każdy się broni”.
Lata treningów zaszczepiły w PSG pewność siebie. Przyzwyczajeni do pressingu w sytuacjach wysokiego ryzyka na połowie przeciwnika, francuska drużyna pokazuje, że cofając się głęboko do niskiego bloku, stają się jeszcze bardziej solidni.
Kiedy Bayern Monachium mocno naciskał, Harry Kane, Luis Diaz i Michael Olise mieli do czynienia nie tylko z „piętrowym autobusem”, ale raczej z ciężarówką ciągnącą podwójną naczepę. Nawet Dembele naciskał jak zaciekły obrońca, gotowy zamknąć ostatnią lukę.
Pierwsza połowa zakończyła się tylko jednym celnym strzałem Bayernu. Mecz stawał się coraz bardziej wyrównany przeciwko „bawarskim gigantom”.

Presja, by odrabiać straty, w połączeniu z nieustającym wsparciem trybun, sprawiała, że każda przeszkoda wydawała się górą. Każdy kontratak Kwarackhelii wysysał energię z niemieckich mistrzów.
Podczas gdy w Paryżu przewagę techniczną mieli piłkarze posiadający piłkę, w Monachium, pod wpływem niepokoju i uciekającego czasu, Olise i Luis Diaz zostali wciągnięci w nierówną walkę.
Pojedynek Olise'a i Nuno Mendesa dostarczył niezapomnianych chwil dzięki ich doskonałym umiejętnościom w obronie i dryblingu. Podobnie, starcie Diaza z Marquinhosem jeszcze bardziej uwydatniło ducha zespołowego PSG.
Bramka Harry'ego Kane'a w doliczonym czasie gry nie wystarczyła. Rozpłakał się, gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni. PSG jest silniejsze i celuje w kolejny tytuł Ligi Mistrzów.
Source: https://vietnamnet.vn/psg-loai-bayern-munich-o-cup-c1-nghe-thuat-luis-enrique-2513303.html








Komentarz (0)