
W trzecim miesiącu księżycowym lasy palmowe są bujne i tętniące życiem, stopniowo nabierając brązowego odcienia pod palącym letnim słońcem. To właśnie ten kolor sprawia, że ziemia przodków wydaje się poważna i niewzruszona. Marcowe słońce blednie, rzucając cienką warstwę złota na plantacje herbaty i srebrne włosy starca przechadzającego się z laską. Wszystko zdaje się poruszać powoli, pozwalając zajrzeć głęboko w głąb własnego serca.
Zatrzymałem się przy bramie świątyni Trung. Mgła unosiła się z doliny poniżej, zacierając krajobraz niczym cienka zasłona oddzielająca teraźniejszość od przeszłości. W dzisiejszych czasach ziemia przodków emanuje głęboką świętością, jakby przodkowie sprzed tysiącleci cicho obserwowali swoich potomków powracających z długiej podróży. Ludzie często mawiają, że przejście z wiosny do lata to czas, w którym ludzie są najbardziej poruszeni. Być może dlatego moje serce zmiękło, gdy patrzyłem, jak młodzi ludzie kładą dłonie na pokrytych mchem kamieniach, z zamkniętymi oczami, jakby szukali starożytnego ukojenia. Wielu ludzi w średnim wieku stało w milczeniu przez długi czas przed ołtarzem króla Hunga, być może chcąc podzielić się swoimi osobistymi przemyśleniami. Ziemia przodków ma swój własny sposób słuchania, milczącego, a jednak do pewnego stopnia koi smutek w ludzkich sercach.
Na szczycie Górnej Świątyni wiatr wiał mocniej. Grupa uczniów wspinała się z nauczycielem. Rozmawiali podekscytowani przez całą drogę, ale kiedy dotarli na dziedziniec świątyni, nagle ucichli, jakby rozumiejąc, że to miejsce wymaga powagi. Mała dziewczynka delikatnie dotknęła dłoni przyjaciółki i wyszeptała: „Myślę, że Królowie Hung nas słuchają”. Jej niewinne słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy, ale jednocześnie na chwilę odebrały mi mowę. Okazuje się, że wiara w swoje korzenie zawsze ma swoje miejsce i nigdy nie znika, niezależnie od tego, ile pokoleń minęło.
Późnym popołudniem siedziałem na kamiennych schodach, obserwując, jak ostatnie promienie słońca prześwitują przez palmy. Kilka wysokich pni palm opierało się o siebie, niczym starzy żołnierze opowiadający historie z przeszłości. W oddali rozbrzmiewał dźwięk brązowego bębna, symulowany przez głośnik, zapowiadający wydarzenie kulturalne z okazji Dnia Przodków. Dźwięk cichł na wietrze, ale miał w sobie dziwną siłę, jakby poruszał coś głęboko w żyłach każdego Wietnamczyka.
W trzecim miesiącu księżycowym w krainie przodków ludzie gromadzą ciche chwile swojego życia. Każdy nosi w sobie odrobinę zmęczenia, odrobinę żalu, odrobinę nadziei, odrobinę niepokoju… Potem, schodząc z góry, pośród unoszącej się mgły, te wszystkie rzeczy zostają nagle porwane przez wiatr. Ludzie opuszczają krainę przodków lżejsi, zostawiając za sobą ciężary i zaznając spokoju w sercach.
Phu Tho , trzeci miesiąc księżycowy, pora cichej refleksji. Pora serdecznego oddania przodkom. Pora spokojnego przemierzania lasów palmowych, przypominająca nam, że bez względu na to, jak daleko podróżujemy, pozostajemy dziećmi naszych korzeni.
Źródło: https://www.sggp.org.vn/thang-ba-ve-dat-to-post848758.html







Komentarz (0)