Liverpool przedłużył swoją serię meczów bez porażki we wszystkich rozgrywkach do 12, ale remis 1:1 z Burnley 17 stycznia, drużyną zajmującą ostatnie miejsce w tabeli i nieodnoszącą zwycięstwa w Premier League przez 13 kolejnych meczów, nie wpłynął pozytywnie na ambicje The Kop, które chcą znaleźć się w pierwszej czwórce.
Przybywając na Anfield w trudnej sytuacji, Burnley nie mogło pozwolić sobie na słaby początek i o mało nie zapłaciło za to ceny. Dobrze wykonana akcja Liverpoolu pozwoliła Milosowi Kerkezowi przedostać się w pole karne. Zamiast oddać strzał, obrońca podał piłkę do Curtisa Jonesa, ale celne wybicie Lucasa Piresa zapobiegło niebezpieczeństwu dla gości.

Liverpool zdominował grę przeciwko Burnley (zdjęcie: Getty).
Przez większą część pierwszej połowy Liverpool dominował w posiadaniu piłki w kierunku bramki Burnley, jednak nie stworzyli wielu realnych okazji do zdobycia bramki, dopóki Martin Dubravka nie musiał w połowie połowy dokonać pierwszej obrony, blokując potężny strzał z dystansu Hugo Ekitike.
Liverpool miał znakomitą okazję, by objąć prowadzenie, gdy Florentino sfaulował Cody'ego Gakpo w polu karnym. Dominik Szoboszlai podszedł do wykonania rzutu karnego, ale jego potężny strzał z 11 metrów trafił w poprzeczkę, ku wielkiemu rozczarowaniu kibiców gospodarzy.
Chwilę później Gakpo i Florian Wirtz wystawili Dubravkę na próbę i to właśnie Wirtz przełamał impas potężnym strzałem, który trafił do siatki zaledwie trzy minuty przed przerwą.
W drugiej połowie Liverpool kontynuował nieustanną presję. Wirtz, grając pewnie, niemal strzelił dwa gole, gdyby Dubravka nie zablokował ich nogą. Kilka minut później Gakpo był jeszcze bliżej zdobycia gola, pokonując bramkarza Burnley, ale nie zdołał powstrzymać Bashira Humphreysa przed wybiciem piłki z linii bramkowej.

Wirtz nie zdołał zdobyć drugiego gola przeciwko Burnley (zdjęcie: Getty).
Zmarnowane okazje okazały się kosztowne dla Liverpoolu; podczas niemal pierwszego wtargnięcia w pole karne, Marcus Edwards oddał strzał diagonalny, pokonując Alissona i wyrównując wynik na 1:1 dla Burnley. Ekitike umieścił piłkę w siatce w 75. minucie strzałem z bliskiej odległości, ale gol nie został uznany, ponieważ był na spalonym, gdy Virgil van Dijk skierował piłkę głową w jego stronę.
W ostatnich minutach Liverpool wywierał nieustanną presję, ale podopieczni Arne Slota nie byli w stanie przebić się przez twardą obronę Burnley i musieli zadowolić się remisem, co stawia ich w niekorzystnej sytuacji w walce o miejsce w pierwszej czwórce. Dla Burnley zdobycie punktu na Anfield jest godnym pochwały osiągnięciem, choć nie zwiększa znacząco ich szans na uniknięcie spadku.
Źródło: https://dantri.com.vn/the-thao/liverpool-day-man-utd-khoi-top-4-ngoai-hang-anh-20260118061359756.htm
Komentarz (0)