Dom pani Do Thi Kim Lot (mieszkającej w wiosce Muong Khai, w gminie Moc Hoa, w prowincji Tay Ninh ) położony jest nad rzeką Vam Co Tay, co sprawia wrażenie, że członkowie rodziny cieszą się spokojnym życiem. Ale w rzeczywistości „walka” na granicy życia i śmierci toczy się co godzinę, co minutę...!

Po wejściu do małego domu panowała ciężka, ponura atmosfera. Obok łóżka stały trzy butle z tlenem, a pani Kim Lot trzymała się maski tlenowej, z trudem łapiąc oddech. Jej syn, Bui Tuan Canh, wyjaśnił, że przez około sześć miesięcy była całkowicie uzależniona od butli z tlenem, nie mogąc ich odłączyć nawet na chwilę, nawet podczas jedzenia. W rezultacie życie stało się niezwykle uciążliwe.
Dźwięki wydobywające się ze zbiornika z tlenem były bardzo słabe i delikatne, jednak przebijały serca jej bliskich, zadając głęboki i przejmujący ból… Strumień tlenu, niczym cienka nić, utrzymywał Kim Lot przy życiu przez wiele miesięcy.
Według Anh Tuan Canh, pod koniec 2023 roku, po kilku epizodach przedłużającej się gorączki i duszności, pani Lot zgłosiła się na badanie lekarskie, gdzie zdiagnozowano u niej ciężkie zapalenie płuc. Leczenie było długotrwałe i gdy wydawało się, że wyzdrowiała, jej stan zdrowia się pogorszył, a choroba nawróciła. Tym razem zdiagnozowano u niej obrzęk płuc i obrzęk płuc…
Po ponad dwóch miesiącach pobytu w szpitalu rodzina poprosiła o możliwość zabrania jej do domu, ponieważ nie było ich stać na dalsze leczenie. „Każdego dnia moja matka potrzebuje od 3 do 5 butli tlenowych, w zależności od stanu zdrowia, a do tego koszty leków, co łącznie kosztuje ponad milion dongów. Początkowo mogliśmy pożyczyć pieniądze, ale teraz staje się to coraz trudniejsze” – powiedział ze smutkiem Tuan Canh.
Życie, i tak już trudne, stało się jeszcze trudniejsze, gdy pan Canh złamał nogę, pracując jako najemny robotnik przy noszeniu ryżu. Przez ponad pół miesiąca nosił nogę w gipsie i mógł przebywać tylko w domu. Pozbawiona źródła dochodu rodzina musiała polegać na życzliwości i wsparciu otoczenia.
Pani Truong Thi Tuyet Nga, przewodnicząca Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża w gminie Moc Hoa, powiedziała: „W duchu »wzajemnego wsparcia« Stowarzyszenie zmobilizowało rodziny w gminie do przekazywania pieniędzy i ryżu na rzecz rodziny pani Lot. Jednak ta pomoc jest tylko częściowa, ponieważ Canh nie może pracować. Mamy nadzieję, że jej noga szybko się zagoi, aby mogła wrócić do pracy, zarabiać na opiekę nad rodzicami, a przede wszystkim mieć pieniądze na codzienny zakup tlenu”.
Z niestabilnym życiem rodzinnym pan Tuan (mąż pani Lot) zmagał się z ograniczeniami fizycznymi. Kępy hiacyntów wodnych nad rzeką stały się dla niego źródłem utrzymania, na którym mógł polegać. Nie odważył się jednak pływać daleko ani przemęczać z obawy przed nagłym zaostrzeniem astmy i utratą przytomności.
Oprócz przewlekłego zapalenia płuc, pan Tuan cierpi również na cukrzycę, choroby nerek i inne schorzenia. Jego leki są coraz rzadsze, ponieważ boi się, że będą obciążeniem dla jego dzieci. Pan Tuan mówi, że gdyby miał środki na leczenie własnej choroby, oddałby pieniądze żonie. Każdej nocy, słuchając napadów kaszlu i świszczącego oddechu żony, czuje się złamany…
Kiedy życie wydaje się zbliżać do ślepego zaułka, dzielenie się myślami i wsparcie ze strony otoczenia staje się kołem ratunkowym, dając tym cierpiącym z powodu choroby i trudności, takim jak pani Do Thi Kim Lot, więcej wiary i motywacji do pokonywania trudności.
Wszelkie wpłaty na rzecz Pani Kim Lot należy kierować do Stowarzyszenia Czerwonego Krzyża Prowincji Tay Ninh – ul. Vo Cong Ton nr 3, okręg Long An, prowincja Tay Ninh. Można również wpłacać na konto o numerze: 6600139397979 – oddział Agribank Long An. Właściciel konta: Stowarzyszenie Czerwonego Krzyża Prowincji Tay Ninh. |
Źródło: https://baotayninh.vn/niu-giu-su-song-mong-manh-135842.html







Komentarz (0)