Drastyczne zwolnienia w Amazonie
W październiku ubiegłego roku 14 000 pracowników biurowych Amazon otrzymało indywidualne zawiadomienia o zwolnieniach z systemu Amazon. W rozmowie z Business Insider wielu z nich przyznało, że wciąż są w szoku, ponieważ przed zwolnieniami radzili sobie dobrze. Niektórzy miesiąc wcześniej osiągali nawet znakomite wyniki, a w kolejnym miesiącu zostali zwolnieni.
Nieoczekiwane zwolnienia, w połączeniu z trudną sytuacją na rynku pracy, utrudniły wielu byłym pracownikom Amazona znalezienie nowej pracy. Niektórzy przyznali, że złożyli 100 podań o pracę bez ani jednej rozmowy kwalifikacyjnej. Podobna sytuacja ma miejsce gdzie indziej, gdzie duże firmy, takie jak Verizon i UPS, likwidują dziesiątki tysięcy zbędnych stanowisk, aby zrestrukturyzować swoją działalność i obniżyć koszty.

Amazon zwolnił w październiku 14 000 pracowników biurowych.
Fala zwolnień w największych amerykańskich korporacjach.
Przez większą część 2025 roku „brak zatrudnienia, brak zwolnień” to określenie używane przez specjalistów ds. HR i finansów do opisania „zamrożonego” stanu amerykańskiego rynku pracy. Firmy nie zwiększają zatrudnienia, ale jednocześnie ograniczają zwolnienia w obawie przed niedoborem siły roboczej, gdy gospodarka zacznie się poprawiać.
Jednak sytuacja stopniowo zmieniała się w ostatnich miesiącach roku. Oprócz Amazona, firma telekomunikacyjna Verizon ogłosiła redukcję 15 000 miejsc pracy, a gigant dostawczy UPS poszedł jeszcze dalej, zwalniając 48 000 osób. Wielu uważa, że rynek wkracza w trudniejszą fazę: nie zatrudnia, ale zaczyna zwalniać.
Michael Landsberg, dyrektor ds. inwestycji w Landsberg Bennett Private Asset Management, powiedział: „W dużych firmach, szczególnie w sektorze technologicznym, obserwujemy gwałtowny wzrost liczby zwolnień. Rodzi to obawy o to, czy sztuczna inteligencja zabierze ludziom pracę i czy firmy będą się rozwijać”.
Jednak podczas gdy duże firmy borykają się z nadwyżką pracowników, małe firmy stoją w obliczu zupełnie odwrotnego problemu. Niedawne badanie przeprowadzone przez Bank of America pokazuje, że 60% małych firm zmaga się z niedoborami kadrowymi. 43% zadeklarowało, że planuje zatrudnić więcej pracowników w przyszłym roku.
Mike Archbold, członek Komisji Rozwoju Gospodarczego, dodał: „Należy zauważyć, że zdecydowana większość miejsc pracy tworzonych w Stanach Zjednoczonych powstaje w małych i średnich przedsiębiorstwach. Choć działania dużych korporacji przyciągają uwagę mediów, to właśnie małe firmy będą miały wpływ na przyszły wzrost zatrudnienia”.
Te sprzeczne sygnały częściowo odzwierciedlają złożoną sytuację na rynku pracy w USA. Według Rezerwy Federalnej w Cleveland, liczba nadchodzących zwolnień w całym kraju gwałtownie wzrosła w zeszłym miesiącu, odzwierciedlając napięcia na rynku pracy. Tymczasem niedawno opublikowany raport o zatrudnieniu poza rolnictwem nadal wskazywał na lepszy od oczekiwań wzrost zatrudnienia, któremu towarzyszyła najwyższa od czterech lat stopa bezrobocia.
Zmiany w trendach zatrudnienia wśród młodych Amerykanów
W kontekście złożonego i nieprzewidywalnego rynku pracy młodzi ludzie – zwłaszcza pokolenie Z, czyli osoby urodzone mniej więcej między 1997 a 2012 rokiem – odczuwają jego skutki bardziej niż ktokolwiek inny.
Z najnowszego raportu Oxford Economics wynika, że stopa bezrobocia wśród osób w wieku 16-19 lat i 19-24 lata w Stanach Zjednoczonych wynosi odpowiednio 14% i 9% – znacznie powyżej średniej krajowej. Młodzi ludzie, zwłaszcza niedawni absolwenci, borykają się z licznymi przeszkodami, takimi jak tymczasowa utrata pracy, zwolnienia i trudności w przejściu na nowe kontrakty. To znacząco utrudnia im awans zawodowy i wzrost wynagrodzeń.
Z powodu braku możliwości zatrudnienia wielu młodych ludzi nie jest w stanie opuścić domów rodzinnych, aby się usamodzielnić, a to obciążenie negatywnie wpływa na gospodarkę. Eksperci szacują, że ciągłe zamieszkiwanie z rodzicami ogranicza wydatki konsumpcyjne pokolenia Z, powodując straty rzędu 12 miliardów dolarów rocznie. Ta trudna sytuacja przyczynia się do zmiany w wyborze ścieżki kariery przez młodych Amerykanów.
Według badania przeprowadzonego przez platformę Resume Builder, około 37% młodych Amerykanów z pokolenia Z wybrało lub wybierze pracę fizyczną. Zawody te są obecnie uważane za obiecujące ze względu na wysokie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników i niskie ryzyko zastąpienia ich przez sztuczną inteligencję. Praktyki zawodowe są również szybsze i tańsze niż tradycyjne studia, co pomaga pracownikom uniknąć długoterminowego zadłużenia, zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów edukacji . Ponadto, zarobki w niektórych zawodach, takich jak elektrycy, hydraulicy i technicy wind, są również uważane za dość atrakcyjne.

Wiele gałęzi przemysłu w USA nadal będzie borykać się z niedoborem wysoko wykwalifikowanych pracowników.
Gospodarka USA i problem niedoboru wykwalifikowanej siły roboczej.
Przejście młodych ludzi z białych kołnierzyków biurowych – gdzie występuje nadwyżka siły roboczej – do robotniczych stanowisk w fabrykach może być rozwiązaniem problemów, z jakimi boryka się sektor wytwórczy w Stanach Zjednoczonych. Sektor ten zmaga się obecnie z poważnym niedoborem wykwalifikowanej siły roboczej, zwłaszcza że kampania administracji Trumpa „Przywróćmy produkcję Ameryce” przyciągnęła liczne projekty na dużą skalę.
W niedawnym, szokującym oświadczeniu, prezes Forda, Jim Farley, ogłosił, że jego firma ma obecnie 5000 nieobsadzonych stanowisk mechaników wysokiego szczebla. Dzieje się tak pomimo faktu, że te stanowiska, przeznaczone dla wysoko wykwalifikowanych techników, mogą oferować wynagrodzenia sięgające nawet 120 000 dolarów – wyższe niż średnia pensja początkowa absolwentów Harvardu i wielu prestiżowych uczelni Ivy League. A historia nie kończy się na Fordzie, co przyznał sam Farley.
Jim Farley, prezes Ford Motor Company, powiedział: „Ameryka ma kłopoty, ponieważ ten problem nie został odpowiednio rozwiązany. Musimy stworzyć ponad milion miejsc pracy w kluczowych sektorach, takich jak służby ratunkowe, kierowcy ciężarówek i elektrycy… To poważny problem”.
Niewątpliwie popyt na pracowników w wielu branżach w USA jest bardzo wysoki. Według danych Departamentu Pracy USA z sierpnia, w samym sektorze produkcyjnym firmy poszukują obecnie około 400 000 pracowników.
Jednak liczne przeszkody utrudniają firmom, nawet dużym, takim jak Ford, obsadzanie tych stanowisk, zwłaszcza w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji. Na przykład, wymontowanie silnika z ciężarówki Forda wymaga co najmniej pięciu lat specjalistycznego szkolenia, a amerykańskie szkoły zawodowe nie są obecnie w stanie sprostać zapotrzebowaniu firm na pracowników. Trudności wynikające z ceł i zmian w polityce również utrudniają sektorowi produkcyjnemu przyciąganie talentów.
Olu Sonola, szef działu badań ekonomicznych USA w Fitch Ratings, skomentował: „Chociaż sektor wytwórczy ma duże zapotrzebowanie na pracowników, jest to obszar, w którym amerykańscy pracownicy stale brakuje niezbędnych umiejętności. W rezultacie wiele stanowisk jest obsadzanych przez imigrantów, a biorąc pod uwagę niedawny spadek imigracji, sektor ten będzie miał trudności z rekrutacją nowych pracowników. Cła destabilizują również łańcuchy dostaw, co może prowadzić do dalszej utraty miejsc pracy w sektorze wytwórczym”.
Rynek pracy wykazał pewne pozytywne sygnały w tym obszarze, takie jak 16% wzrost liczby zapisów do szkół zawodowych w ubiegłym roku – najwyższy poziom od prawie 10 lat. Jednak w oczekiwaniu na przeszkolenie nowego pokolenia wykwalifikowanych pracowników, wiele branż w USA będzie nadal zmagać się z niedoborem wysoko wykwalifikowanej siły roboczej, a przemysł motoryzacyjny będzie musiał zmierzyć się z niedoborem nawet 68 000 techników rocznie w ciągu najbliższych ośmiu lat.
Source: https://vtv.vn/kinh-te-my-va-bai-toan-thieu-hut-lao-dong-lanh-nghe-100251121132829422.htm






Komentarz (0)