Sesko nie pokazał się z dobrej strony w derbach.

Podobnie jak każdy „duży transfer” na Old Trafford, Benjamin Sesko przyszedł do MU z wysoką kwotą transferową i wielkimi oczekiwaniami co do swojej gry.

Jednak w pierwszych kilku meczach pod wodzą Rubena Amorima – co jest również największym transferem na Old Trafford od czasu objęcia klubu przez portugalskiego menedżera – Sesko miał problemy z pokazaniem formy, która sprawiła, że ​​MU ostro rywalizowało z Newcastle o jego podpis.

Sesko Man City MU.jpg
Sesko nie pokazał się z dobrej strony w swoim pierwszym występie w Premier League. Zdjęcie: The Sun

Kiedy MU zmierzyło się ze swoim rywalem, Man City, w derbach Manchesteru na Etihad Stadium, był to pierwszy występ Sesko w Premier League.

Słaba gra „Czerwonych Diabłów” pod każdym względem doprowadziła do zdecydowanego zwycięstwa zespołu Pepa Guardioli 3-0.

Erling Haaland zdobył dwie bramki dla The Citizens – to mógł być hat-trick, gdyby nie bramkarz, który uniemożliwił zdobycie jednej z jego bramek – podczas gdy Sesko prawie nie pojawiał się na boisku.

Piłkarze Man City mogli swobodnie tańczyć na boisku, Jeremy Doku nieustannie zagrażał obronie MU, Phil Foden grał na swoim zwykłym wysokim poziomie, a Nico O'Reilly nawet wykonał siatkę przeciwko Ugarte'owi…

Z drugiej strony, takiej swobody nie było, poza indywidualnymi wysiłkami Bryana Mbeumo. Obraz MU najlepiej odzwierciedla występ Sesko: brakowało mu piłki.

Pod nieobecność Matheusa Cunhy „Czerwone Diabły” pokładają duże nadzieje w 22-letnim napastniku, przynajmniej jeśli chodzi o jego entuzjazm i młodzieńczego ducha walki – wywierał presję, nękał środkowych obrońców drużyny przeciwnej i wykorzystywał przestrzenie na skrzydłach.

Zamiast tego, po jego wczesnym strzale, który w zasadzie był podaniem do Gigio Donnarummy, który debiutował w Man City i Premier League, Sesko wyglądał na zagubionego, niczym kawałek drewna dryfujący po oceanie.