Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Luźna rozmowa: Sezon drzew tamaryndowych

Drzewa tamaryndowca wokół mojego domu rodzą dojrzałe owoce od marca do maja, utrzymując się przez całe lato. Od dzieciństwa mam wyraźnie określoną porę roku – wiosnę, lato, jesień i zimę – i to jest pora roku drzewa tamaryndowca.

Báo Thanh niênBáo Thanh niên12/04/2026

Kiedy byłem dzieckiem, przed moim domem rosło drzewo tamaryndowca, wyższe niż dach. Świat tam na górze był ogromny i wysoki, poza zasięgiem dziecka takiego jak ja. Tylko starsi chłopcy w domu mogli wspinać się i zrywać owoce, gdy były potrzebne do przygotowania kwaśnej zupy, dżemu, przekąsek z niedojrzałego tamaryndowca lub do zbioru dojrzałego tamaryndowca…

Z tego dużego drzewa tamaryndowca wyrosło wiele sadzonek, które wybrano i zachowano w odpowiednich miejscach: wzdłuż domu, w rogu podwórka.

Od momentu kwitnienia tamaryndowca do dojrzewania owoców mija około 8 do 10 miesięcy. Zbiór dojrzałego tamaryndowca nie polega po prostu na czekaniu, aż owoce opadną i zerwaniu ich – w ten sposób ilość byłaby bardzo mała, rzadka i trudna do zachowania w całości. Rzadko używamy też długich tyczek do ścinania dojrzałego tamaryndowca, ponieważ brakuje nam sił, jest to czasochłonne, a są miejsca, do których nie możemy dotrzeć. Musimy wspiąć się na szczyt tamaryndowca, stanąć mocno na nogach, mocno trzymać się wierzchołka i energicznie oraz nieprzerwanie potrząsać, aby dojrzały tamaryndowiec opadł. Dźwięki są wtedy jak wielowarstwowa symfonia: szelest gałęzi i liści, trzask i dudnienie suchego, dojrzałego tamaryndowca na tle delikatnego, melodyjnego wiatru.

Kiedy byłem mały, mogłem tylko stać w cieniu tamaryndowców na dziedzińcu, trzymając miskę lub kosz, i patrzeć w górę. Na górze starsi chłopcy potrząsali gałęziami, tworząc nieprzerwany deszcz dojrzałych owoców tamaryndowca, które spadały na dziedziniec. Moja mama bała się, że ciężki tamaryndowiec rozbije mi głowę, więc ciągle mi przypominała: „Poczekaj, poczekaj, aż się skończy, zanim je pozbierasz!”. Ale które dziecko nie chciałoby stanąć w tym „deszczu”!

Kiedyś potajemnie wspiąłem się na najwyższą gałąź, by delektować się niedojrzałymi, kwaśnymi, gruboziarnistymi owocami tamaryndowca z ich jędrnymi, lekko cierpkimi, ale pysznymi pestkami. Siedziałem tam, jedząc i wpatrując się w czyste, błękitne niebo. Kiedy moi rodzice mnie zobaczyli, byli przerażeni, ale nie skarcili mnie od razu – bali się, że moje drżące ręce spowodują, że spadnę. Po usłyszeniu kilku słodkich słów: „Mój drogi synku, zejdź na dół, mamusia chce ci coś powiedzieć…”, szybko zszedłem i… dostałem solidne lanie wraz z wykładem: „Wspinaczka zbyt wysoko prowadzi do śmiertelnego upadku”.

To bicie było podobne do pierwszego wymknięcia się matce, by popływać w głębokiej rzece, samotnego przejścia przez ruchliwą ulicę lub ucieczki do bójki z innymi dziećmi – miało na celu nauczenie dziecka, jak zapobiegać wypadkom i urazom. Ale to bicie było również milczącym kamieniem milowym w rozwoju najmłodszego dziecka: nauczyło się wspinać na tamaryndowiec.

Jako dziecko uwielbiałam wspinać się na tamaryndowce, ale im byłam starsza, tym bardziej leniwa się stawałam. Tamaryndowce są wysokie i szorstkie, a za każdym razem, gdy się na nie wspinałam, zostawiały ślady na moich ramionach, klatce piersiowej i brzuchu… Poza tym intensywne letnie słońce sprawiało, że czułam gorąco i swędziało mnie całe ciało – należy potrząsać tamaryndowcami, gdy jest jeszcze słonecznie, ponieważ łodygi owoców będą bardziej kruche i łatwiej odpadną niż w chłodniejsze dni.

Za każdym razem, gdy rodzice poruszali ten temat, usprawiedliwiałem się tym czy tamtym, unikając tematu dniami, a nawet tygodniami. Ale widząc smutek i żal w oczach mamy, musiałem niechętnie wspinać się na drzewo, przynajmniej raz w tygodniu, aż do momentu, gdy sezon owocowania się skończył.

Potrząsnęłam gałęziami, a moja matka, pochylona, ​​skrupulatnie zbierała każdy pojedynczy owoc. Dla niej nawet najmniejszy owoc był owocem ciężkiej pracy jej i jej dzieci, a także skarbem dla całej rodziny. Obierała dojrzały tamaryndowiec, suszyła go na słońcu przez jeden lub dwa dni, aby usunąć miąższ, a następnie przechowywała w słoikach lub plastikowych torebkach. Nie sprzedawała go; zamiast tego dzieliła go między swoje dzieci, które się wyprowadziły, lub obdarowywała nim sąsiadów i znajomych z bliska i daleka.

Ach… Okazuje się, że kiedy ja byłem leniwy, mama nie była smutna z powodu żalu, że straciła tamaryndowca, ale dlatego, że bała się, że nie będzie miała nic do dania.

Rozpoczął się kolejny sezon zbiorów tamaryndowca.

Źródło: https://thanhnien.vn/nhan-dam-mua-rung-me-185260411190740716.htm


Komentarz (0)

Zostaw komentarz, aby podzielić się swoimi odczuciami!

W tym samym temacie

W tej samej kategorii

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Lokalny

Produkt

Happy Vietnam
Duch tysiąca pokoleń

Duch tysiąca pokoleń

Słowa Wujka Ho na zawsze będą świecić jasnym blaskiem na złotych kartach historii.

Słowa Wujka Ho na zawsze będą świecić jasnym blaskiem na złotych kartach historii.

Wietnam

Wietnam