Przyciąganie powierzchniowe
Tylko dwie drużyny wygrały wszystkie trzy mecze otwarcia: Aston Villa i Liverpool. Tuż za nimi plasuje się Manchester City z dwoma zwycięstwami i jednym remisem. Innymi słowy, trzy angielskie drużyny przewodzą w tabeli w fazie „ligowej”. Pozostały reprezentant Premier League, Arsenal, jest tuż za nim, mając tyle samo punktów co Manchester City.
Bayern Monachium odniósł tylko jedno zwycięstwo w trzech meczach, a John Duran (numer 9) niespodziewanie zabłysnął, prowadząc Aston Villę do wielkich sukcesów w Lidze Mistrzów.
Co zaskakujące, dwa francuskie kluby, Monaco i Brest, plasują się tuż za trzema reprezentantami Anglii. Na chwilę obecną w pierwszej ósemce, czyli na liście drużyn, które awansowały bezpośrednio do 1/8 finału, nie ma żadnego reprezentanta La Ligi. Oprócz pięciu wymienionych wyżej angielskich i francuskich drużyn, w pierwszej ósemce znajdują się również Leverkusen (Niemcy), Inter (Włochy) i Sporting Lizbona (Portugalia). Arsenal zajmuje z tymi drużynami dziewiąte miejsce, ex aequo.
W tym sezonie zarówno Niemcy, jak i Hiszpania mają po pięciu reprezentantów w Lidze Mistrzów. Jednak Atletico Madryt (Hiszpania) i RB Lipsk (Niemcy) znajdują się w dolnej dwunastce – grupie drużyn, które odpadną, gdy faza ligowa zakończy się ośmioma rundami. Pozostałe drużyny niemieckie (Borussia Dortmund, Stuttgart, Bayern Monachium) i hiszpańskie (Girona, Barcelona, Real Madryt) plasują się w środku tabeli, co oznacza, że będą walczyć o miejsce w 1/8 finału w barażach. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest to wynik, na który liczyli niemieccy i hiszpańscy kibice. Przyglądając się bliżej, reprezentacja Bundesligi okazała się bardziej rozczarowująca – RB Lipsk przegrał wszystkie trzy mecze, a gigant Bayern Monachium również przegrał dwa z trzech.
Monaco pokonało Barcelonę 2:1, Aston Villa pokonała Bayern 1:0, Lille pokonało Real 1:0, Juventus przegrał ze Stuttgartem 0:1, a Atletico przegrało z Lille 1:3 – to tylko niektóre z niespodzianek ostatnich trzech kolejek. Choć nie były one całkowicie nieoczekiwane, zwycięstwo Realu 5:2 nad Dortmundem i Barcelony 4:1 nad Bayernem było godne uwagi.
Niespodzianka, emocje, dramat – elementy, które sprawiają, że piękna gra jest tak wciągająca – były obecne w ostatnich trzech kolejkach. Rzadko, jeśli w ogóle, Liga Mistrzów miała tak wiele ważnych meczów na tak wczesnym etapie sezonu, jak ten. W meczu Real Madryt kontra Dortmund, goście prowadzili dwoma golami w nieco ponad pół godziny. Na pięć minut przed końcem wynik był remisowy 2-2. Jednak Real Madryt ostatecznie wygrał 5-2! Bayern Monachium zawsze pokonywał Barcelonę (i zawsze strzelał co najmniej trzy gole) w ostatnich sześciu meczach, ale tym razem został zmiażdżony przez Barcelonę 1-4. Girona przegrała kolejno z PSG (0-1) i Feyenoordem (2-3) z powodu jednego gola samobójczego w poprzednim meczu i… dwóch goli samobójczych w kolejnym!
UWAGA… TO WYDARZENIE WIRTUALNE!
Nigdy wcześniej w piłce nożnej na najwyższym poziomie nie widzieliśmy tak osobliwego formatu, jak faza „ligowa” tegorocznej Ligi Mistrzów: wszystkie drużyny są sklasyfikowane w jednej grupie 36 drużyn, ale każda drużyna rozgrywa tylko 8 meczów z 8 różnymi przeciwnikami. Obserwatorzy niechętnie przewidują, jakie ostatecznie będą wyniki tych „najwyższych” meczów, czy jakiekolwiek większe niespodzianki!
Według komputera Opta, każda drużyna z zaledwie 10 punktami ma 99% szans na miejsce w pierwszej 24-tce, co oznacza, że nie odpadnie po fazie „ligowej”. Zatem Aston Villa i Liverpool praktycznie kończą rozgrywki po pierwszych trzech meczach. Manchester City, Brest, Monaco, Leverkusen, Inter, Sporting i Arsenal muszą wygrać tylko jeden z pozostałych pięciu meczów, aby zapewnić sobie co najmniej miejsce w barażach. Z drugiej strony, 10 punktów w ośmiu meczach to zbyt łatwy cel dla „wielkich drużyn”, takich jak Bayern i Real, co oznacza, że nawet jeśli poniosą jedną lub dwie kolejne druzgocące porażki, wciąż mają duże szanse na awans. Jeśli tak jest, to nowy format „systemu szwajcarskiego” Ligi Mistrzów jest… zbyt nierealny.
Monaco i Aston Villa znajdowały się w dolnych partiach drabinki, a pokonanie najwyżej rozstawionych drużyn, takich jak Barcelona czy Bayern, było solidnym wynikiem, ponieważ mecze w tym formacie to pojedynki, a słabsza drużyna nie musi się martwić o porażkę w rewanżu, jak w starym formacie. To również szczegół, który sprawia, że sytuacja w tym sezonie jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna!
Jhon Duran (Aston Villa), Raphinha (Barcelona), Ryan Gravenberch (Liverpool)… to tylko niektóre ze wschodzących gwiazd tego sezonu. Jednak w nowym, ekscytującym formacie Ligi Mistrzów wciąż jest na co czekać. Kolejna runda meczów odbędzie się 5 i 6 listopada.
Źródło: https://thanhnien.vn/dien-tien-bat-ngo-cua-champions-league-moi-la-185241024230014814.htm








Komentarz (0)