Vietnam.vn - Nền tảng quảng bá Việt Nam

Zapach ziemi

Często obserwowałem Tý'ego, jak po żniwach intensywnie goni kaczki na polach. Dym leniwie unosił się z sąsiednich pól po południu. W te popołudnia, podążając za Tý'm po polach, moje stopy chrzęściły na suchej słomie w letnim słońcu, a dźwięk mieszał się z kwakaniem kaczek. W stadzie było ponad pięćdziesiąt kaczek. Tý liczył je bardzo skrupulatnie! Ja tylko oceniałem ich liczbę i byłem z siebie zadowolony. Ale Tý'emu, gdy skrzydło jednej kaczki opadło, biegł do domu, chwytał plastikowe pudełko po lekarstwach, które dali mu pracownicy gminy, znajdował lekarstwo, które mu polecili, rozgniatał je, mieszał z wodą i wlewał do dzioba kaczki. Niedawno zabłąkana kaczka przebiegła przez autostradę i została potrącona przez ciężarówkę. Tý płakał niekontrolowanie. Widząc to, poczułem do niej ogromną litość.

Báo Cần ThơBáo Cần Thơ09/05/2026

Kiedyś zapytałem Tý'ego o jego marzenia, zastanawiając się, czy spędzi całe życie uwięziony na tym polu, otoczony sezonami ryżowymi i goniąc stada kaczek, obserwując ich odloty, a potem hodując nowe. Tý zaśmiał się na moje pytanie: „Zostanę tutaj. Nie mogę mieszkać daleko od tego miejsca”.

Zadałam to pytanie i domyśliłam się, że odpowie tak samo, bo sama nie chciałam opuszczać tej ziemi, miejsca, które mnie wychowało, miejsca, które zasiało w moim sercu znajome obrazy i zapachy ziemi i mojej ojczyzny. Najdroższy mi jest obraz mojej babci, pochylonej w swoim domu pośród pól, skąd każdego popołudnia unosi się wonny biały dym, pachnący świeżo ugotowanym ryżem, który starannie przygotowywała dla swoich dwojga wnucząt.

***

Mój młodszy brat Tý i ja dorastaliśmy w kochającym uścisku babci. Dorastaliśmy otoczeni zapachem słomy i dymem pól, z nogami ubrudzonymi świeżym błotem, a oczy wypełniał widok hiacyntów wodnych, łagodnie dryfujących wzdłuż spokojnego kanału Lung Dừa. W naszym małym domu babcia dźwigała ciężary, wychowując nas z dochodów z zbiorów ryżu i kaczek, które hodowała na polach. Tý, mający zaledwie trzynaście lub czternaście lat, był już przesiąknięty kolorami słońca, wiatru i ziemi. Nie wiem, kiedy, ale stał się filarem wsparcia, dzieląc trudy z babcią. Często mawiał: „Jesteście dobrymi uczniami; marnotrawstwem byłoby się nie uczyć”. W takich chwilach jego oczy błyszczały.

Wielokrotnie patrzyłam na moją młodszą siostrę, tak ciemną, z rozjaśnionymi słońcem włosami, i czułam do niej ogromny żal. Tymczasem babcia z miłością pielęgnowała moje włosy, pozwalając im urosnąć. Mówiła, że ​​dziewczyny z długimi włosami są piękne, a ja muszę być podobna do matki z moimi lśniącymi włosami. Znałyśmy moją matkę z opowieści, które opowiadała. Ale nie wiedziałyśmy, jak wygląda, czy była piękna, czy nie, i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Babcia mówiła, że ​​po śmierci ojca moja matka przeprowadziła się do miasta i teraz mieszka w mieście.

Pola po żniwach unosiły się w powietrzu zapach słomy i świeżo zebranego ryżu. Nie wiem, jaką magię krył w sobie ten zapach, ale urzekł moje serce, sprawiając, że przysiągłem sobie zostać nad rzeką i nigdy jej nie opuszczać, jak moja matka. Martwiłem się jednak, że Tý będzie zbyt zajęty polami i kaczkami i skończy w nędzy. Z młodzieńczym nastawieniem często powtarzałem mu poważnie: „Kiedy dorośniesz, musisz nauczyć się zawodu, musisz znaleźć pracę!”. Tý zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział lekko: „Hai, uprawa ryżu jest w porządku, hodowla kaczek jest w porządku, każda inna praca jest w porządku, byleby była ciężka, byleby była uczciwa, prawda Hai? Poza tym nie rzuciłem szkoły. Nawet rolnicy muszą się dziś uczyć różnych rzeczy, Hai”.

Po tych słowach Tý radośnie pobiegł za stadem kaczek, a słońce ponownie opalało jego i tak już opaloną skórę. Z daleka widziałem go niczym stracha na wróble stojącego na polu, gdy ryż nabierał złocistego koloru. Beztroski i myślący tylko o bliskich. Wiedział tylko, że w każdym sezonie kaczki rosną i składają jaja, w każdym sezonie ryż dojrzewa, a ziemia jest przygotowywana pod nowe plony, co pomagało ukoić bóle pleców i zmartwienia babci. Nie sprawiało mu to żadnej trudności. Wędrówka ze stadem kaczek była dla niego zabawą. Znał na pamięć przypływy i odpływy, dokładnie wiedział, gdzie jest mnóstwo ślimaków do jedzenia dla kaczek i wiedział, kiedy spadnie deszcz, po tym, jak nisko przelatywały ważki…

***

Minęło sporo czasu, odkąd siedzieliśmy razem na polach. Popołudnie było mgliste od dymu. Smugi czystego, białego dymu leniwie unosiły się z pól po drugiej stronie. Po żniwach stara słoma stała się nawozem, wzbogacając glebę i przygotowując ją do nowego sezonu. Spędziliśmy niezliczone sezony pracując w polu i za każdym razem, gdy sprzedawaliśmy stado kaczek, Tý płakał. Jednak rzadko czuliśmy się tak zrelaksowani, jak tego popołudnia. Na polach słyszeliśmy wiatr gwiżdżący przez białe kwiaty trzcin. Niebo nad nami miało czerwonawy odcień, z kilkoma resztkami złotego światła słonecznego padającymi delikatnie na pola. Spokojne, wiejskie popołudnie, jak wiele popołudni w tej krainie na przestrzeni lat. Wyrzuciłem z siebie: „Czy tęsknisz za tym, żeby kiedyś zobaczyć mamę?”. Zapytała mnie zaskoczona: „Nie jesteś zła na mamę?”. Odpowiedziałem cicho: „Nie, dlaczego miałabym być zła? To nasza matka”. Moja siostra mruknęła: „Och, racja” — jej głos był miękki i uroczy.

To moja matka, a nie ktokolwiek inny, więc dlaczego miałabym być zła lub urażona? Ona ma swoje własne wybory. Nauczyłam się tolerancji i wybaczenia od babci, a także miłości do tej ziemi i jej mieszkańców. Babcia nauczyła mnie, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, tak jak odejście mojej matki, jak upieranie się mojego młodszego rodzeństwa, by tu zostać, w otoczeniu pól ryżowych i kaczek wędrujących po polach, bez wychodzenia z domu. Dorastając, zrozumiałam, że powinnam szanować wybory innych ludzi. Kiedy to zrozumiałam, poczułam spokój i spełnienie. Jak w zeszłoroczną burzliwą noc, burza nagle uderzyła, gdy kaczki były na środku otwartego pola, woda gwałtownie wzrosła, a wiatr wiał bezlitośnie. Kaczki rozproszyły się w ciemności. Moje młodsze rodzeństwo, kierując się instynktem dziecka wychowanego na wsi, samotnie wybiegło w ulewny deszcz, by zagonić kaczki, mimo że ja i babcia je wołałyśmy. Kiedy kaczki wróciły, mój brat był wyczerpany, jego stopy były pocięte odłamkami ceramiki, a krew mieszała się z błotem.

Następnego ranka, po przejściu burzy, słońce jasno świeciło na polach. Popłynąłem łodzią, żeby zabrać młodsze rodzeństwo do gminnej przychodni , gdzie zszyto im ranę i podano szczepionkę. Siedząc na dziobie, Tý uśmiechnął się szeroko, a jego oczy błyszczały w nowym świetle słońca, ponieważ kaczki były bezpieczne, mimo że kilka z nich się zgubiło.

Rozejrzałam się po polu i ze zdziwieniem zobaczyłam kiełkujące, młode, odporne sadzonki ryżu, a moja siostra patrzyła na nie. Zrozumieliśmy, że bez względu na to, co przyniesie nam życie, dopóki nasze serca pozostaną złączone z ziemią, ziemia nigdy nas nie zawiedzie. A z ziemi wyrosną zielone pędy.

Opowiadanie: HOANG KHANH DUY

Źródło: https://baocantho.com.vn/mui-cua-dat-a204168.html


Komentarz (0)

Zostaw komentarz, aby podzielić się swoimi odczuciami!

W tym samym temacie

W tej samej kategorii

Od tego samego autora

Dziedzictwo

Postać

Firmy

Sprawy bieżące

System polityczny

Lokalny

Produkt

Happy Vietnam
Późny sezon lotosu

Późny sezon lotosu

Gdzie nowoczesna architektura idealnie komponuje się z majestatyczną naturą.

Gdzie nowoczesna architektura idealnie komponuje się z majestatyczną naturą.

zdjęcie matki i dziecka

zdjęcie matki i dziecka